Śpiewnik/Wio, koniku
Muzyka: Imre Garai
Tekst
[edytuj]Autor: Jerzy Jurandot (oryg. węgierskiego: László Kazal)
1. Powoli człapał konik skrajem szosy,
starego Galambosza ciągnąc wóz,
wtem piękne auto trąbiąc wniebogłosy
przemknęło obok nich wzbijając kurz.
Hej, ojcze – krzyknął szofer – widzi mi się,
że piechtą jednak prędzej by się szło!
A stary mruknął: – Ej, ty tam urwisie,
patrz swego nosa, bo ci utrze kto.
Wio, koniku, a jak się postarasz,
na kolację zajedziemy akurat.
Tobie owsa nasypiemy zaraz,
a ja z miski smaczną zupę będę jadł.
A dla nich, choć w godzinę kilometrów robią sto,
ni zupy nie ma, ani owsa... Wio koniku, wio!
Wio, koniku, dla nich zimny garaż,
nam się lepiej żyje mimo starych lat.
2. Spotkali znów samochód na zakręcie,
stał w miejscu, wypluwając z rury dym,
a ów dowcipny szofer klnąc zawzięcie,
schylony nad motorem, dłubał w nim.
Galambosz dumnie spojrzał na nich z kozła:
– Hej, chłopcze – krzyknął przez zwiniętą dłoń –
patrz, żeby ta landara cię dowiozła,
bo zawsze jednak to nie to co koń.
Wio, koniku, a jak się postarasz,
my zdążymy na kolację akurat…
Tobie owsa nasypiemy zaraz,
a ja z miski smaczną zupę będę jadł.
Niech oni na godzinę kilometrów robią sto,
lecz my się za to nie psujemy… Wio, koniku, wio!
Wio, koniku, dla nich – zimny garaż,
nam jest lepiej, choć ty stary, a ja dziad.
3. Lecz kiedy wymęczony drogą konik
dobijał już do pierwszych wioski chat,
znienacka ryk klaksonu ich dogonił,
samochód śmignął obok tak jak wiatr.
I nagle tuż przed furtką z Galamboszem
zatrzymał się, jak gdyby w ziemię wrósł
i szofer wysiadł, i dopiero – proszę –
zobaczył stary, kto prowadził wóz.
Wio, koniku, blisko już przystanek,
już za chwilę smaczne sianko będziesz jeść.
Ten łobuziak to jest wnuk mój, Janek,
a z nas jutro śmiać się będzie cała wieś…
Bo widzisz, stary – my możemy gadać to czy sio,
lecz motor zawsze nas wyprzedzi… Wio, koniku, wio!
Wio, koniku, cieszmy się z przegranej,
piękne jest, gdy młodość śpiewa nową pieśń.