Przejdź do zawartości

Materiały do nauk administracyjnych/Johann Gottlieb Fichte i krytyka państwa absolutnego

Z Wikibooks, biblioteki wolnych podręczników.
Spis treści

Johann Gottlieb Fichte i krytyka państwa absolutnego

[edytuj]
Johann Gottlieb Fichte

Johann Gottlieb Fichte to filozof niesłusznie zapomniany a nawet "wyklęty". Nazwany ojcem niemieckiego nacjonalizmu, obarczony odpowiedzialnością za rozbudzenie niemieckiego ducha narodowego, krytykowany przez Schopenhauera za wypaczenie kantyzmu - mimo, iż zaliczany do wielkich filozofów niemieckich - przestał być "modny" i czytany.

Jeśli jednak sięgniemy do Powołania człowieka ze zdumieniem odkryjemy wartości humanistyczne i anty-absolutystyczne tkwiące w tej pracy; co u Fichtego - zwolennika Rewolucji Francuskiej - nie powinno nas dziwić. Jest pewnym paradoksem, jak dwóch tak odmiennych filozofów: Fichte i Hegel oddziaływało na rozwój myśli niemieckiej. Pierwszy krytykował władzę a drugi państwo wynosił na piedestał. Warto też zwrócić uwagę na wizję wędrówki idei wolnościowych między państwami zakładając, iż państwo demokratyczne nie może tolerować wokół siebie krajów niedemokratycznych. Co może oznaczać, że obywatele państwa totalitarnego będą "zarażać" się ideami sąsiedniego państwa demokratycznego, doprowadzając w końcu do upadku dyktatorskiego rządu i zmiany ustroju na lepsze. Jak bodajże powiedział jeden z bohaterów "Stowarzyszenia umarłych poetów": Jednostka nie tworzy epoki, jeśli już, to na zasadzie grypy: zarażając swoimi ideami innych. Wystarczy więc - idąc tokiem rozumowania naszego niemieckiego filozofa - jedno obywatelskie państwo, aby sąsiednie państwa zaczęły się zmieniać (jeśli oczywiście owi "źli" sąsiedzi nie napadną owego "dobrego" państwa i nie zniszczą w zarodku wolnościowych idei). Oddajmy więc głos samemu Fichtemu:

Tekst źródłowy

[edytuj]
Johann Gottlieb Fichte (1762 - 1814), Powołanie człowieka (1800)

Pierwsze wydanie polskie w tłumaczeniu A. Zieleńczyka z 1911 r., drugie wydanie oprac. przez I. Krońską ze wstępem T. Krońskiego z 1956 r., trzecie wydanie - faktycznie reprint wydania pierwszego - wyd. "Antyk" z 2002 r. Poniższy fragment pochodzi z wydania trzeciego.

Wewnątrz owych osobliwych związków, utworzonych przez bezrozumny zbieg okoliczności, które nazywają się państwami (...) nadużycie otrzymuje przez swe trwanie i przez powszechne jego tolerowanie pewien rodzaj formy ustalonej; stany panujące, korzystając niezaprzeczalnie ze swych zdobytych przywilejów, nie mają nic innego do roboty, jak tylko te przywileje rozszerzać oraz nadawać temu rozszerzaniu ustaloną formę. Gnani przez swe nienasycenie będą je oni rozszerzali z pokolenia na pokolenie i nie powiedzą nigdy: już dość. Aż wreszcie ucisk dojdzie do najwyższego stopnia i stanie się zupełnie niemożliwy do zniesienia.

Uciemiężeni odnajdą wtedy w rozpaczy na powrót swą siłę, której im dać nie mogła wyparta już od wieków odwaga. A wtedy nie ścierpią oni dłużej wśród siebie nikogo, komu by nie wystarczało, że jest i pozostanie równy innym. Aby się uchronić przed wzajemnymi gwałtami pomiędzy sobą, a także przed nowym uciskiem, nałożą oni na siebie wzajemnie jednakowe zobowiązania, czyli umowy. (...) Umowy, według których nikt nie może dopuszczać się dozwolonego bezprawia, lecz każdy musi się obawiać, że będzie go doznawał. Umowy te jedynie zasługują na nazwę prawodawstwa, będącego zgoła czymś innym, jak owe rozporządzenia zjednoczonych panów względem niezliczonych rzesz ich niewolników. Umowy te będą z konieczności sprawiedliwe i staną się podstawą prawdziwego państwa. Państwa, w którym każdy z osobna przez troskę o własne swe bezpieczeństwo będzie nieodparcie zmuszony do szanowania bezpieczeństwa wszystkich bez wyjątku, gdyż na skutek zaprowadzonego porządku każda szkoda, jaką on zechce uczynić innemu, dotknie nie tego innego, lecz niechybnie jego samego.

Ze zbudowaniem tego jedynego prawdziwego państwa, z utrwaleniem wewnętrznego pokoju znika zarazem możność wojny zewnętrznej, wojny z prawdziwymi państwami. Tylko dla własnej korzyści, tylko aby u własnych obywateli nie dopuścić do powstania myśli o krzywdzie, rabunku i gwałcie, aby im nie dać innej możliwości dorobku poza pilnością i pracowitością we wskazanym przez prawo zakresie, tylko aby unikać krzywdy obywatela państwa ościennego musi państwo tak surowo zakazywać krzywdzenia obywateli obcych krajów, tak gorliwie tego zabraniać, takie za nie dawać zadośćuczynienie i tak surowo je karać, jak gdyby było wyrządzone jego własnemu obywatelowi.

To prawo o bezpieczeństwie sąsiadów jest koniecznym prawem każdego państwa, które nie jest państwem rozbójniczym. A przez to ustaje całkowicie możliwość jakiejkolwiek uzasadnionej skargi jednego państwa na drugie i jakiegokolwiek wypadku koniecznej obrony wśród narodów. Nie ma koniecznych i stałych stosunków bezpośrednich między państwami jako takimi, które mogłyby rodzić zatargi; istnieją przeważnie tylko stosunki poszczególnych współobywateli jednego państwa do poszczególnych obywateli drugiego. Tylko w osobie jednego ze swych obywateli państwo mogłoby być obrażone, ale obraza ta spotyka się z natychmiastową karą i w ten sposób państwo obrażone otrzymuje zadośćuczynienie. Nie ma pomiędzy takimi państwami żadnej hierarchii, która mogłaby stać się powodem obrazy, ani żadnej ambicji, która by mogła zostać urażona. Żaden urzędnik nie jest upoważniony do wtrącania się w wewnętrzne sprawy obcego państwa i żaden się na to nie skusi, ponieważ dla niego samego nie mogłaby z tego wypłynąć żadna korzyść. Aby cały naród miał postanowić zbrojne wtargnięcie do sąsiedniego kraju dla rabunku, jest niemożliwe, gdyż w państwie, w którym wszyscy są równi, rabunek nie może być zdobyczą nielicznych, lecz musiałby być jednakowo pomiędzy wszystkich podzielony, zaś udział jednostki nie wynagrodziłby jej nigdy trudów wojny.

Tylko tam, gdzie korzyść przypada w udziale nielicznym ciemiężcom, a szkody, trud, koszty obarczają niezliczoną rzeszę niewolników, tam tylko wojna dla grabieży jest możliwa i zrozumiała. Państwa takie nie mogłyby się obawiać wojny ze strony państw im równych, lecz tylko ze strony dzikich lub barbarzyńców, których pobudzałaby do rabunku nieumiejętność wzbogacenia się drogą pracy, albo też ze strony narodów zniewolonych, wyganianych przez swych panów na rabunek, z którego by same nigdy żadnej korzyści nie miały. (...)

Żadne państwo wolne nie może, jeżeli jest przezorne, tolerować obok siebie ustrojów, których przywódcy czerpią zyski przez ujarzmianie sąsiednich narodów, a które bezustannie zagrażają spokojowi sąsiadów już przez samo swoje istnienie. Troska o własne bezpieczeństwo zmusza wszystkie wolne państwa do przeobrażania wszystkich wokół siebie również w wolne państwa, a w ten sposób do rozszerzania naokoło siebie, dla własnego dobra, dziedzictwa kultury wśród dzikich i wolności wśród narodów zniewolonych. Wkrótce narody, przez nie oświecone albo oswobodzone, będą względem swych jeszcze barbarzyńskich albo zniewolonych sąsiadów w tym samym położeniu (...). W ten sposób, gdy tylko powstaną nieliczne prawdziwie wolne państwa, kultura i wolność, a z nią i powszechny pokój ogarnie stopniowo całą kulę ziemską.

W ten sposób z ustanowienia ustroju prawnego wewnątrz państwa i z nawiązania pokoju pomiędzy jednostkami wypływa praworządność w zewnętrznym stosunku wzajemnym pomiędzy narodami i pokój powszechny pomiędzy państwami. Zaś to ustanowienie prawnego ustroju wewnętrznego i oswobodzenie pierwszego narodu, który się w ten sam sposób staje prawdziwie wolnym, wynika nieuchronnie ze stale wzrastającego ucisku stanów poddanych przez stany panujące, tak długotrwałego, że się wreszcie staje niemożliwym do zniesienia. (...)

Linki zewnętrzne

[edytuj]

Powrót do spisu treści