Przejdź do zawartości

Techniki manipulacji psychologicznej/Siła autorytetu

Z Wikibooks, biblioteki wolnych podręczników.

Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce. Lew Tołstoj

Siła autorytetu

[edytuj]

Aby unaocznić sobie siłę autorytetu przyjrzyjmy się z bliska serii eksperymentów[1] dokonanych przez Stanleya Milgrama, profesora psychologii. Wyobraź sobie, że przeglądając ogłoszenia w prasie czy internecie natrafiasz na jedno, zachęcające do odpłatnego udziału w eksperymencie nad pamięcią, prowadzonym w pobliskim uniwersytecie. Perspektywa zarobienia łatwych pieniędzy oraz intrygujący pomysł są oczywiście odpowiednią motywacją, aby zadzwonić i zgłosić się do udziału w badaniu. Już po chwili jesteś umówiony na godzinną sesję, jako osoba badana. Przychodząc do laboratorium spotykasz dwóch ludzi - jeden z nich, w białym fartuchu i przypiętą plakietką z nazwiskiem jest z pewnością badaczem - pewnie doktorem lub profesorem jak sądzisz. Druga z osób wygląda na kolejnego ochotnika do badań. Po wstępnych uprzejmościach dowiadujesz się szczegółów eksperymentu, którego celem jest stwierdzenie wpływu, jaki mają kary na zapamiętywanie. Jeden z uczestników, "uczeń", czyli ty według przeprowadzonego losowania, będzie uczył się na pamięć słów, podczas gdy drugi, "nauczyciel", sprawdzając twoje postępy będzie udzielał ci kar, gdy ten odpowie nieprawidłowo. Kary polegać mają na elektrycznych wstrząsach o wzrastającej sile.

Słysząc o elektrycznych wstrząsach stajesz się nieco zaniepokojony, jednak zamiast od razu wycofywać się z eksperymentu, postanawiasz spróbować.

Masakra w My Lai była wynikiem ślepego wykonania rozkazu porucznika Calleya. 51% pytanych o to Amerykanów stwierdziło potem w sondażu, że sami wykonaliby taki rozkaz[2].

Kiedy stwierdzasz, że nauczyłeś się już słów z zadanej listy, badacz przytwierdza ci do rąk elektrody, czemu przygląda się z bezpiecznej odległości twój "nauczyciel". Pytasz go o siłę tych wstrząsów, którymi się tak niepokoisz, a ten stwierdza jedynie, że mogą być bardzo bolesne, ale nie spowodują trwałego uszkodzenia tkanek, co oczywiście w ogóle cię nie uspokaja. Po chwili badacz wychodzi do sąsiedniego pokoju, gdzie razem z "nauczycielem" zza szklanej szyby będą sprawdzać stopień twoich postępów.

Nie mija chwila, gdy wiesz już dokładnie, na czym sprawa polega - słyszysz od "nauczyciela" słowo i musisz podać drugie, które na liście tworzyło z nim parę. Po każdej błędnej odpowiedzi słyszysz ile woltów będzie miał szok elektryczny, jaki za moment zostanie ci zaaplikowany. Przy każdym następnym błędzie, będzie on o piętnaście woltów wyższy.

Początkowo idzie ci jak po maśle, wstrząsy są do zniesienia. Z czasem jednak liczba błędów narasta. 75 woltów wywołuje już w tobie poważny ból, który kwitujesz cichym jękiem. Przy 105 woltach odgłos, jaki wydajesz z bólu jest już bardziej głośny. Przy 120 woltach oznajmiasz do mikrofonu, że wstrząsy stają się bardzo silne, co oczywiście jest błędną odpowiedzią i zostaje ukarane kolejnym szokiem elektrycznym - 135 wolt. Przy 150 zaczynasz krzyczeć, że masz dość, ale to jeszcze nie koniec.

O dziwo, nikt nie chce cię słuchać. Ty za to słyszysz kolejne pytania i zdziwiony próbujesz coś z siebie wykrztusić, jednak kończy się to kolejnym uderzeniem bólu, o sile 165 wolt. Narasta w tobie panika, gdyż z każdym krzykiem otrzymujesz coraz silniejszy elektryczny cios. 210, 225, 240, 255, 270, wreszcie 300. Nie jesteś w stanie odpowiedzieć na żadne pytanie więc, zaczynasz rozpaczliwie błagać, aby eksperyment się zakończył. Co się dzieje? Myślisz i czujesz kolejne uderzenie. Dlaczego nikt mi nie pomaga? I następny cios, już 400 wolt...

Koszmarne? Profesor Milgram wykonał całą serię podobnych doświadczeń, z tą różnicą jednak, że prawdziwymi badanymi były osoby grające rolę "nauczycieli". W rzeczywistości nikt nie otrzymywał żadnych elektrycznych szoków, o czym jednak "nauczyciele" nie mieli pojęcia naciskając na przełącznik. W rolę "ucznia" wcielał się zawsze wynajęty aktor, z pasją i poświęceniem udający kolejne ataki bólu.

Jak zapewne zdążyłeś się już domyślić, eksperyment nie miał nic wspólnego z określeniem wpływu kary na stopień zapamiętywania materiału. Chodziło w nim o to, ile bólu jest w stanie zadać człowiek drugiej osobie, kiedy usłyszy taki rozkaz od osoby wyznaczonej priorytetem. Odpowiedź na pytanie okazała się nad wyraz niepokojąca, wręcz przerażająca - badany po prostu zadawał tyle bólu, ile tylko się dało. Zamiast ulec prośbom i błaganiom ofiary, nieomal dwie trzecie badanych posłusznie zadawała jej trzydzieści kolejnych, coraz silniejszych elektrycznych szoków, dopóki eksperymentator nie zakończył badania. Przeraża fakt, że praktycznie żaden z czterdziestu uczestników badania nie wycofał się z roli "nauczyciela" i to w obliczu wyraźnych żądań "ofiary", ba, niemalże nikt nie wycofał się nawet wtedy, gdy ofiara zaczynała błagać o przerwę i wiła się z bólu przy każdym kolejnym wstrząsie.

Wyniki przeprowadzonych kilkadziesiąt lat temu eksperymentów zaskoczyły wszystkich jego uczestników i jednocześnie pokazały jak potężna jest siła jednego z najpowszechniej stosowanych w manipulacji psychologicznej mechanizmów. Profesor Milgram przeprowadził nawet serię ankiet, pytając studentów, profesorów, a nawet grupę psychiatrów o to, ile badanych zada szok o największej mocy - 450 V, przy czym większość niezmiennie twierdziła, że będzie to około jeden do dwóch procent z nich, nikt więc prawidłowo nie ocenił wyników.

Późniejsze powtórki eksperymentu wykluczyły takie wątpliwości, jakoby płeć czy nieświadomość siły zadawanego bólu miały wpływać na jego wynik. Ludzie wybierani do doświadczenia byli przeciętnymi osobami, takimi jak ja czy ty. Co więc skłania nas, do czynienia tak strasznych rzeczy?

Odpowiedzią jest występujący w każdym z eksperymentów badacz, odziany w biały fartuch - autorytet. Bez jego nalegań i strofowań, badani szybko kończyli zadawać ból "ofierze". Wyraźnie było widać, że im się to nie podoba, że wręcz nienawidzą tego - to nie przeszkadzało im jednak być posłusznymi. W przypadku gdy badacz zalecał koniec eksperymentu, każdy z badanych posłusznie kończył, nawet gdy "ofiara" nalegała twierdząc, że wytrzyma znacznie większe szoki. Zawsze gdy "uczeń" uparcie nalegał na kontynuację doświadczenia, kończyło się ono wraz z poleceniem badacza.

Także w przypadku, gdy na sali pojawiał się inny pan ubrany w biały kitel i wydawał polecenia sprzeczne z drugim badaczem, każda z badanych osób po chwili konsternacji i zagubienia rezygnowała z kontynuowania eksperymentu.

Milgram określił wyniki swoich badań jako: "stwierdzenie krańcowej skłonności dorosłych ludzi do uczynienia niemalże wszystkiego, by tylko spełnić polecenie autorytetu".

Z drugiej strony badani mogli być przekonani, że jeżeli są oficjalnie proszeni o wykonywanie wstrząsów, to jest to dopuszczalne, gdyż inaczej władze zabroniłyby naukowcowi takich badań. Co więcej w ostatecznym rozrachunku mieli rację - nie czynili nikomu krzywdy.

Co każe nam słuchać autorytetów

[edytuj]

System autorytetów bezsprzecznie przynosi niewymierne zyski dla całego społeczeństwa. Dzięki niemu możliwy jest szybki rozwój skomplikowanych systemów produkcji, rozdział dóbr, obrona, ekspansja i oczywiście kontrola nad członkami tego społeczeństwa. Bez hierarchii autorytetów społeczeństwo pogrążyłoby się w anarchii - w związku z tym od dziecka jesteśmy dogłębnie i dokładnie trenowani w posłuszeństwie i umacniani w wierze, iż przeciwstawianie się autorytetowi jest złe.

Oczywiście akty posłuszeństwa, tak dramatyczne i przemyślane jak we wspomnianym eksperymencie Milgrama są raczej rzadkie w społeczeństwie. Raczej kierujemy się zdaniem autorytetów niejako wybierając drogę na skróty, przy wyborze sposobu postępowania. Milgram wskazywał, że uleganie autorytetom niesie ze sobą praktyczne korzyści, chociażby w relacji dziecko - rodzic, gdzie rodzic posiadając wiedzę i doświadczenie, i przynajmniej teoretycznie kierując się dobrem dziecka, będzie kontrolował dziecko w sposób, który zapewni mu najlepszy wg rodzica rozwój. W dorosłym życiu rolę autorytetów przejmują inni - w dużej mierze pracodawcy, politycy, sędziowie, lekarze. Wypowiadając się z perspektywy wiedzy nam niedostępnej, sprawiają, iż sensownym wydaje nam się uleganie ich żądaniom - niestety na tyle sensownym, że ulegamy im także w przypadku, kiedy nie ma to najmniejszego sensu.

Autorytety

[edytuj]

Hierarchia autorytetów w kręgach medycznych

[edytuj]

Większość z nas ceni sobie zdrowie bardzo wysoko. Lekarze niewątpliwie posiadają w tej kwestii dużą wiedzę i często doświadczenie, dlatego też mają silny wpływ na tę część naszego życia. Każdy pracownik medyczny zna swoje miejsce w hierarchii i wie, że na jej szczycie zawsze stoi lekarz, którego zdanie ma prawo podważyć tylko inny lekarz o wyższej randze. Rezultat - ślepe posłuszeństwo personelu medycznego wobec poleceń lekarzy.

Oczywiście ma to swoje zalety i jest pożądane - dopóty przynajmniej, dopóki lekarz nie popełni błędu. Personel jednak wykonując polecenia lekarzy wcale ich nie rozważa, co może mieć katastrofalne skutki, biorąc pod uwagę obecny stopień komplikacji medycyny. Profesorowie farmacji, Michael Cohen i Neil Davis stwierdzili, że większość z popełnianych medycznych błędów wiąże się ze ślepym posłuszeństwem wobec lekarza prowadzącego pacjenta[3]. Nikt nie kwestionuje jego poleceń, począwszy od pacjenta, poprzez lepiej wyedukowane medycznie pielęgniarki i farmaceutów, czy nawet inni lekarze. Ma to tak dalece idące konsekwencje, że Cohen i Davis wspominają w swojej książce o przypadku, gdy pielęgniarka zaaplikowała pacjentowi doodbytniczo krople przeznaczone do leczenia uszu, gdyż nieprawidłowo odczytała lekarską receptę. Naturalnie leczenie bólu ucha doodbytniczo podanymi kroplami nie ma najmniejszego sensu, zarówno z punktu widzenia pacjenta jak i pielęgniarki, jednakże żadne z nich nie zareagowało.

Warto w tym miejscu wspomnieć, jak wykorzystuje się tę właściwość np. w reklamie, gdzie aktorzy przebrani w lekarskie kitle zalecają taką a taką pastę do zębów, środek czy lekarstwo.

Tytuł jako symbol autorytetu

[edytuj]

Zadziwia fakt, iż wcale nie trzeba być prawdziwym autorytetem, aby zachować jego cechy. Oznacza to, że jedynie zachowując zewnętrzne pozory, można stosunkowo łatwo wcielić się w rolę autorytetu i posiąść jego moc wpływania na innych. Wystarczy kilka prostych symboli, aby wywołać uległość.

Jednym z najsilniejszych symboli są tytuły. Normalnie potrzeba wielu lat aby zdobyć wysoki tytuł naukowy czy inny, np. dyrektor, jednakże łatwo przypiąć sobie etykietkę i zawłaszczyć prawo, jakim ktoś naprawdę tytułowany się szczyci.

W większości wyborów, spośród dwóch głównych kandydatów na prezydenta USA, wygrywał ten wyższy (zob. Wikipedia). Podobnie wyżsi mężczyźni mają większe szanse spotkać się z zainteresowaniem kobiet, jednak jeżeli chodzi o kobiety, to zwykle wybierane są te drobniejsze.

Wyniki jednego z doświadczeń pozwoliły wysnuć wnioski, iż tytuł wpływa na postrzeganie posiadającej go osoby w ciekawy sposób. Pięciu różnym grupom studentów pokazywano zdjęcie tego samego człowieka, prosząc o ocenę jego wzrostu. W pierwszej przedstawiano go jako studenta, w następnych asystenta, wykładowcę, docenta i profesora. Przy każdym skoku w hierarchii średnia ocena wzrostu rosła o około pół cala, co oznacza że profesor był postrzegany jako o sześć centymetrów wyższy, niż student. Związek między statusem i postrzeganą wielkością wydaje się być czymś powszechnym, np. niektóre doświadczenia pokazują, że dzieci przeceniają wielkości monet tym bardziej, im większego są nominału - dotyczy to zresztą także dorosłych, co pokazały badania przeprowadzone jeszcze w latach pięćdziesiątych[4] na studentach, przeceniających fizyczne wielkości kart o większych wartościach pieniężnych.

W związku z wyraźnym powiązaniem wielkości i statusu, można łatwo manipulować każdą z tych cech, poprzez zmianę drugiej. W niektórych społecznościach zwierząt fizyczna wielkość jest głównym czynnikiem świadczącym o pozycji w hierarchii. Co ciekawe część zwierząt minimalizuje skutki agresji wewnątrzgatunkowej stosując jedynie samo manifestowanie swej wielkości, np. poprzez specjalne wyginanie się, jeżenie sierści, nadymanie płuc.

Równie ciekawy jak samo uleganie autorytetom, jest mechaniczny opór wobec osób, które za autorytet uważane nie są. Pokazał to eksperyment przeprowadzony przez psychologów Douglasa Petersa i Stephena Ceciego w roku 1982, gdy to przepisali oni dwanaście prac naukowych, opublikowanych w znanych periodykach, zmieniając jedynie nazwiska autorów i renomowanych instytucji, z których owi autorzy się wywodzili, na nazwy nikomu nieznane. Każdy z artykułów został przedstawiony periodykom, w których kilkanaście miesięcy wcześniej był opublikowany, z propozycją ponownej publikacji. Okazało się, że osiem z dziewięciu artykułów, jakie nie zostały rozpoznane, zostało odrzuconych przez recenzentów, jako niespełniające wymogów. Jak widać wyraźnie zadziałała tutaj siła autorytetu.

Siła ubioru

[edytuj]

Okazuje się, że sam sposób ubierania, może wyzwalać w nas mechaniczną uległość. Psycholog Leonard Bickman[5] przeprowadził całą serię badań, sprawdzających, w jaki sposób ubranie wpływa na uleganie prośbom. Znacznie więcej osób zgadzało się na spełnienie tak niecodziennych próśb jak np. podniesienie papierowej torby, czy stanięcie po drugiej stronie przystanku, jeśli wygłaszał je młody mężczyzna przebrany w uniform strażnika. Niektóre badania pokazują też podobne rezultaty, gdy prośby pochodzą od przebranej kobiety. Do myślenia daje wersja eksperymentu, gdy młody człowiek w przebraniu lub bez przebrania wydawał polecenie wręczenia przypadkowemu przechodniowi dziesięcio-centowej monety, po czym znikał z pola widzenia. Nawet wtedy siła ubioru sprawiła, że prawie każdy z nich wręczył monetę nieznajomemu, podczas gdy mniej niż połowa w przypadku, gdy nie miał on na sobie uniformu. Policjanci ubrani w swoje uniformy są przez nas postrzegani jako lepsi, inteligentniejsi, uczciwsi i bardziej pomocni od mężczyzn ubranych po cywilnemu[6]

Nieco mniejszą siłę niż mundur, ma zwykły, dobrze skrojony, trzyczęściowy garnitur. Niektóre doświadczenia wykazały, że trzy i półkrotnie więcej przechodniów było skłonnych podążyć na czerwonym świetle za człowiekiem ubranym w garnitur pod krawatem, niż gdy był on ubrany w zwykłe spodnie i koszulę.

Samochody

[edytuj]

O wysokim statusie społecznym świadczą oprócz dopasowanych eleganckich ubrań także nowe i drogie samochody i jak się okazuje mogą one mieć wpływ na sposób postrzegania ich właścicieli. Pewne obserwacje pokazują, że właściciele luksusowych samochodów spotykają się ze szczególnymi oznakami uszanowania ze strony innych. Przykładowo gdy kierowca w przeciętnym pojeździe zwleka z ruszeniem na zielonym świetle, cały sznur aut za nim z pasją używa klaksonu, aby go pospieszyć, zdarza się nawet, że niektórzy stukają własnym zderzakiem o jego zderzak. Jednak gdy z ruszeniem zwleka kierowca nowego i luksusowego auta, około połowy kierowców cierpliwie czeka nie dotykając sygnału.

Podsumowanie

[edytuj]
  • Dr Milgram przeprowadzając serię eksperymentów udowodnił, jak silny jest w naszym społeczeństwie wpływ autorytetów na podejmowane decyzje.
  • Uleganie autorytetom oznacza często jedynie uleganie symbolom autorytetów, jakimi są naukowe i nie tylko naukowe tytuły, ubiór, w szczególności białe, lekarskie kitle, mundury i uniformy oraz garnitury, a nawet luksusowe samochody. Jak się okazuje ludzie zazwyczaj nie tylko ulegają takim symbolom, ale jeszcze w ogóle nie uświadamiają sobie skali własnej uległości wobec nich.

Przypisy

[edytuj]
  1. Eksperyment Milgrama - źródła tamże, Wikipedia
  2. Crimes of obedience Kelman, Hamilton, 1990
  3. Medication Errors, Cohen, Davis, 1999
  4. Journal of Personality, Dukes, Bevan, 1952
  5. Journal of Applied Social Psychology, Bickman, 1974
  6. Journal of Applied Social Psychology, Mauro, 1984