Libertarianizm/Poglądy libertarian

Z Wikibooks, biblioteki wolnych podręczników.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Jaka jest istota libertarianizmu?[edytuj]

Prawie wszyscy zgadzają się, że libertarianizm działa prawie cały czas!

Zdecydowana większość interakcji międzyludzkich kieruje się zasadami libertariańskimi. Powodem, dla którego to robimy, jest to, że przekonaliśmy się, że zasady libertariańskie są życzliwe, rozważne, pełne szacunku, tolerancyjne i etyczne, i chcemy być traktowani w sposób grzeczny.

To etyka, którą wszyscy znamy

O ile nie jesteśmy psychopatami-przestępcami, gwałcicielami, złodziejami, rabusiami, sadystami, mordercami lub jakąś inną kategorią kanalików, szanujemy ciało i własność każdej napotkanej osoby. Coraz bardziej postępujemy zgodnie z libertariańską zasadą „Nie bij innych i nie bierz ich rzeczy”, odkąd opuściliśmy nasze okropne dwójki.

Zanim osiągniemy dorosłość, większość z nas nigdy nie rozważyłaby użycia przemocy, aby zmusić kogoś do zrobienia czegoś, czego nie chcieliby zrobić. Wszyscy szanujemy twoje ciało, twoją pracę; i twoją własność.

Informacja Niezależnie od tego, czy chcesz spędzać ze mną czas, pracować ze mną, finansować moją ulubioną organizację charytatywną, handlować ze mną, konsumować ze mną X, wspierać moją ulubioną zagraniczną korporację, czy chwycić za broń i zostać ze mną „bojownikiem o wolność”, ostatecznie uznaję to będą twoje decyzje dotyczące tego, jak chcesz wykorzystać swoje ograniczone życie na tej ziemi, i podczas gdy mogę cię kusić lub kłócić z tobą, zawstydzać cię lub uwodzić, lub nawet być zirytowanym twoją oczywiście złą decyzją, aby nie zgadzać się z moim najbardziej doskonałe i mądre preferencje, ostatecznie szanuję cię na tyle, by cię nie skrzywdzić, jeśli ostatecznie powiesz „nie”.

I to wszystko, czym jest libertarianizm.

Zgoda

I żadne z nas nie robi nic drugiemu bez ich zgody. Ponieważ uznajemy - głęboko w naszych sercach, w naszych wnętrznościach i w naszych sumieniach - że jest to właściwy sposób traktowania bliźniego i gorąco pragniemy, aby okazywano nam ten sam szacunek.

A kiedy jakiś łajdak skrzywdzi jednego z nas lub kradnie własność jednego z nas, zwalniamy szeregi i usuwamy go z naszej społeczności, ponieważ wszyscy wiemy, że jeśli on ci to zrobi, może mi to zrobić!

Tak więc w większości każda osoba czytająca ten esej jest libertarianinem - prawie przez cały czas i działa to fantastycznie, ponieważ wszyscy to robimy. Ty żyjesz swoim życiem, a ja swoim życiem. I okazuje się, że dobrowolnie koordynujemy i często się ze sobą komunikujemy - nie dlatego, że jedno z nas skrzywdzi drugiego, jeśli tego nie zrobimy - ale dlatego, że oboje chcemy się komunikować i dlatego, że nasza społeczność społeczna przynosi korzyści nam obojgu.

Czy libertarianie sprzyjają "absolutnej" wolności?[edytuj]

Podstawową zasadą moralną, na której wspiera się libertarianizm, jest zasada nieagresji. Istnieje wiele sformułowań tej zasady, ja sam najbardziej przekonany jestem (będąc świadom pewnych stylistycznych niezręczności) do następującej jej wersji: Nikt nie ma prawa inicjować przemocy względem drugiej osoby lub jej własności. Zasada nieagresji wskazuje więc, że przemoc fizyczną stosować wolno tylko i wyłącznie, broniąc się przed przemocą ze strony innych. Jeżeli druga osoba próbuje kontrolować to, w jaki sposób korzystasz ze swego ciała lub swojej prawomocnie zdobytej własności, masz prawo użyć przemocy, by bronić się przed jej atakami (i by ukarać/otrzymać zadośćuczynienie od sprawcy). Nie wolno ci jednakże rościć sobie prawa do kontrolowania tego, w jaki sposób żyją inni ludzi i co robią ze swoją własnością.

Sformułowanie zasady nieagresji traktować należy jako wielkie osiągnięcie kulturowe. To niezwykłe, że istnieje prosta zasada, która pozwala regulować tak wielką część relacji społecznych, zasada będąca niejako syntezą libertariańskiej moralności. Wydaje się jednak, że niektórzy libertarianie idą w podziwie dla geniuszu zasady nieagresji zbyt daleko – uznają oni, że ma ona charakter absolutny, że obowiązywać powinna we wszystkich możliwych warunkach, jakie możemy sobie wyobrazić. Takie podejście należy odrzucić: przede wszystkim z powodów moralnych, dodatkowo zaś z powodów „strategicznych”. Absolutyzowanie zasady nieagresji jest na płaszczyźnie moralnej nieuzasadnione, na płaszczyźnie marketingowej zaś – kontrskuteczne.

Spróbuję pokazać, w jakich sytuacjach wolno – w przekonaniu moim i innych nieabsolutystycznych libertarian – łamać zasadę nieagresji lub raczej, w jakich warunkach zasada nieagresji nie powinna być traktowana jako obowiązująca zasada moralna. Rozpatrzymy trzy sytuacje: (1) kwestię pomocy potrzebującym, (2) prawo do złamania zasady nieagresji w sytuacji zagrożenia życia, (3) prawo do łamania zasady nieagresji, by uniknąć negatywych konsekwencji anarchii.

Zasada nieagresji, prawa negatywne, prawa pozytywne Pierwsza wątpliwość dotycząca absolutnego charakteru zasady nieagresji związana jest z kwestią obowiązku niesienia pomocy potrzebującym. Ponieważ libertarianie uznają, iż nikt nie ma prawa inicjować przemocy względem drugiej osoby lub jej własności, wskazują również, że nikt nie ma prawa zmuszać innych osób do pomagania potrzebującym. Skoro nie pomagając, nie inicjuję przemocy, nikt nie ma prawa stosować przemocy, by zmuszać mnie do pomagania (choć ma oczywiście prawo mnie do tego namawiać lub krytykować, gdy tego nie robię).

Problem ten wyjaśnia się zazwyczaj, kontrastując ze sobą dwa typy praw: negatywne i pozytywne. Prawa negatywne nie nakładają na nas obowiązków wymagających aktywnego działania na rzecz osoby posiadającej te prawa. Jedynym obowiązkiem, który posiadamy względem osoby, której przyznajemy prawo negatywne, jest powstrzymywanie się od działań, które by to prawo naruszały. Taki charakter ma właśnie zasada nieagresji. By uszanować prawo A do bycia wolnym od agresji, B nie musi podejmować żadnych działań – wystarczy, że powstrzyma się od inicjowania względem niego przemocy. Odmiennie sytuacja wygląda w wypadku praw pozytywnych, przyznanie komuś pozytywnego prawa do jakiegoś dobra, oznacza, że inne osoby zmuszone są dostarczyć tej osobie to dobro (odbywać może się to bądź odebranie im zasobów koniecznych do jego finansowania, bądź przez fizyczne zmuszenie ich do zapewnienia tego dobra). Jeśli A posiada pozytywne prawo do opieki medycznej, B, C, D i E mają obowiązek sfinansować tę opiekę medyczną, oddając część swych zasobów w postaci podatków. Oznacza to, że przyznanie komuś pozytywnego prawa do jakiegoś dobra, wiązać musi się z koniecznością odebrania innym osobom negatywnego prawa do zarządzania ich własnością i ich ciałem. Widać więc wyraźnie, że zgoda na prawa pozytywne (na prawo do opieki społecznej, edukacji, służby zdrowia, pracy, korzystania z kultury itd.), pociąga za sobą konieczność odrzucenia zasady nieagresji jako podstawowej zasady regulującej relacje społeczne.

Na to libertarianie zgodzić się nie mogą. Uznają oni, że prawo jednostki do dowolnego zarządzania swoją własnością i swoim ciałem nie może być poświęcone w imię obowiązku pomagania innym jednostkom. Cierpienie innych osób nie nakłada na nas obowiązków. Cierpienie nie daje cierpiącemu żadnych nowych praw, których nie posiadał, gdy nie cierpiał (libertarianie odrzucają więc uprawniającą teorię cierpienia). Pomoc potrzebującym winna mieć charakter dobrowolny. Jeżeli oburza nas lub niepokoi fakt, że inni cierpią, powinniśmy spróbować im pomóc i namawiać do udzielania takiej pomocy inne osoby, nie mamy jednakże prawa obrabowywać tych osób z ich dóbr, by dobra te wykorzystać do pomagania (w tekście Wolność jest najbardziej potrzebna najbiedniejszym pokazywałem, dlaczego nie powinniśmy obawiać się, że zniesienie obowiązku pomagania pogorszy sytuację potrzebujących).

Zasady nieagresji a sytuacje graniczne Odrzucenie uprawniającej teorii cierpienia libertarianie uzasadniają dwoma argumentami (deontologicznym i konsekwencjalistycznym) – po pierwsze, obowiązek pomagania potrzebującym czyni z nas niewolników, po drugie, brak obowiązku pomagania nie oznaczałby, że potrzebujący pozostawieni zostaliby sami sobie (wolny rynek i dobrowolna pomoc społeczna wydają się lepszą metodą pomagania niż rynek regulowany i pomoc z państwowa). Istnieją jednak pewne szczególne sytuacje, w których perswazyjna siła tych dwóch argumentów zostaje znacząco osłabiona. Wyobraźmy sobie sytuację, w której: (1) potrzebujący nie może szukać pomocy u innych osób (jest tylko jedna osoba, która może mu pomóc, ale odmawia ona udzielenia pomocy), (2) brak udzielenia pomocy może spowodować katastrofalne pogorszenie sytuacji cierpiącego (np. śmierć), (3) koszty, które poniesie osoba, która zostanie zmuszona do pomocy (której prawa zostaną naruszone), będą bardzo niewielkie. Przykładowo: (a) Zdrowy, dorosły mężczyzna przechodzi obok płytkiej sadzawki z wodą, w której topi się mała dziewczynka. Mężczyzna mógłby uratować dziewczynkę niczego nie ryzykując, nie mocząc nawet nóg. Załóżmy, że z jakiegoś powodu mężczyzna ten nie ma zamiaru pomóc tej dziewczynce. Czy mamy prawo zmusić tego mężczyznę do pomocy? (Zmuszanie go mogłoby działać dzięki prawu, które pozwalałoby postfaktycznie ukarać go za nieudzielenie pomocy –wobec lęku przed karą, mężczyzna byłby przymuszony do udzielenia pomocy). (b) Grupa wędrowców zabłądziła na pustyni i jest na granicy śmierci z pragnienia. Natrafiają na kogoś, kto posiada olbrzymie zasoby wody, ale nie chce ich im udzielić, mimo iż obiecują oni, że gdy się uratują, wynagrodzą go z nawiązką. Czy osoby te mają prawo ukraść konieczną do przeżycia wodę (nawet wtedy, gdy wiedzą, że nie będą mogli zrekompensować kradzieży)?

Sytuacje takie określić można mianem granicznych. Wśród libertarian istnieje dwojakie spojrzenie na sytuacje graniczne. Libertariańscy absolutyści (w rodzaju Rothbarda czy Blocka) uznaliby, że nawet w takich sytuacjach nie powinno łamać się zasady nieagresji. Ich adwersarze (nieabsolutyści w rodzaju Huemera) wskazaliby, że nie ma powodu, by traktować zasadę nieagresji w sposób tak pryncypialny – jeżeli jej złamanie wiązałoby się z niewielkimi stratami, a pozwoliło uchronić kogoś przed śmiercią (i nie ma innej drogi, by ów stan osiągnąć), jest moralne, by złamać zasadę nieagresji.

Wydaje mi się, że jest oczywiste, że racja leży po stronie nieabsolutystów: mamy prawo zmusić mężczyznę do pomocy dziewczynce, wędrowcy mają prawo ukraść wodę. Byłoby moralnym absurdem pozwolić komuś umrzeć, chcąc unikną naruszenia praw trzeciej strony, nawet jeśli naruszenie to powodowałoby minimalne szkody. Mimo iż libertarianie zgadzają się z Kantowskim twierdzeniem, że powinniśmy traktować ludzi jako cele same dla siebie, nie zaś jako narzędzia do realizowania naszych celów, w wyjątkowych sytuacjach możemy użyć drugiej osoby jako narzędzia, jeśli straty tej osoby związane z naruszeniem jej praw (użyciem jej jako narzędzia) są minimalne, zaś celem tego działania jest uratowanie życia jakiejś osoby. Z takim rozpoznaniem moralnym zgodziłyby się – jak sądzę – praktycznie wszystkie zapytane o to osoby, trudno wyobrazić się, by jakakolwiek osoba o choćby minimalnym poziomie empatii uznała, że w podanych przykładach powinniśmy martwić się raczej o nienaruszalność praw własności właściciela wody niż o życie umierającej osoby.

Niegroźna odmiana wirusa utylitaryzmu… Skoro pogląd mówiący, że w tego typu wypadkach wolno złamać zasadę nieagresji, zdaje się oczywisty, dlaczego absolutyści – wbrew powszechnie podzielanym intuicjom moralnym – upierają się przy bezwyjątkowości zasady nieagresji? Wydaje mi się, że są dwie odpowiedzi na to pytanie. Mała liczba absolutystów może rzeczywiście wierzyć, że zasada nieagresji jest atutem, który przebija wszystkie inne karty, i że żadna ilość cierpienia, nie pozwala na pogwałcenie praw własności drugiej osoby. Taka postawa jest jednak niezwykle rzadka – byłaby ona typowa dla osób całkowicie pozbawionych empatii (psychopatów) lub osób, które tak dalece uwierzyły w jakieś abstrakcyjne zasady filozoficzne, że udało im się zdławić odzywający się w ich wnętrzu głos moralnych intuicji (a więc funkcjonalnych psychopatów). Zgadzam się z nasuwającą się tu obiekcją, że fakt, iż większość uważa x za moralne, nie oznacza, że x jest moralne, jeśli jednak wszyscy – oprócz osób zaburzonych psychicznie – uznają x za moralne, możemy chyba przyjąć, że x jest moralne (ostatecznie moralność jest dla ludzi).

Większość absolutystów nie jest oczywiście psychopatami. Łatwo się o tym zresztą przekonać, przyciskając ich (oczywiście werbalnie, inne formy przyciskania miałyby charakter agresji) i zmuszając do odpowiedzi, czy tak naprawdę wierzą, że nie wolno ukraść butelki wody, ratując się przed śmiercią, i czy sami nie złamaliby zasady nieagresji ratując swe dziecko (wszyscy znani mi absolutyści uznali, że złamaliby zasadę nieagresji). Musi być jakiś inny powód, dla którego obstają oni za zasadami moralnymi sprzecznymi nie tylko z ogólnymi, a także z ich własnymi intuicjami moralnymi. Powodem tym jest lęk, że jeśli zgodzimy się na pewne ustępstwa dotyczące zasady nieagresji, otworzymy furtkę dla dalszych ustępstw, które doprowadzą do podważenia pierwotnej zasady. Wyjątki jawią się tu niczym konie trojańskie, które – raz wpuszczone za mury pierwotnej teorii – rozsadzą ją od środka. Skoro uratowanie A przed katastrofą jest prawomocne kosztem małego cierpienia B, to dlaczego prawomocne nie jest uratowanie A przed dużym cierpieniem, kosztem znacznego (ale mniejszego) cierpienia B? Nie możemy użyć tutaj (jednego z najczęściej pojawiających się w teorii libertarianskiej) argumentu mówiącego, że cierpienia nie da się w żaden sposób mierzyć i porównywać, gdyż zgodziliśmy się wcześniej, że wolno łamać zasadę nieagresji, by uratować kogoś przed olbrzymim cierpieniem (śmiercią), kosztem niewielkiego cierpienia (kradzieży butelki wody). Raz zaszczepiony wirus utylitaryzmu czy konsekwencjalizmu jest – w tym ujęciu – w stanie uśmiercić deontologicznego ducha libertarianizmu.

W przekonaniu absolutystów nasz wybór jest więc następujący: (1) albo zgadzamy się na absolutną zasadę nieagresji, czego niemiłą konsekwencją jest konieczność obstawania za moralnie kontrintuicyjnymi stwierdzeniami w stylu „nie wolno ukraść butelki wody nawet, gdy umierasz na pustyni z pragnienia”, ale co pozwala nam zachować integralność teorii, (2) albo zgadzamy się na te wyjątki, ale konsekwencją jest rozmiękczenie i, co za tym idzie, dezintegracja teorii libertariańskiej. Ponieważ (1) jest ewidentnie lepsze od (2) (także dlatego, że wypadki graniczne zdarzają się naprawdę rzadko), wybór jest prosty. (Zauważmy na marginesie, że pogląd ten, choć ma pozornie charakter deontologiczny, jest w istocie konsekwencjalistyczny: „boję się, że konsekwencją dopuszczenia wyjątków, w które sam wierzę, będzie dezintegracja ogólnej zasady, więc zmuszam się do wiary w zasadność bezwyjątkowości”).

Wydaje się jednak, że teoria mówiąca, że konsekwencją przyjęcia wyjątków od zasady nieagresji będzie dezintegracja zasady nieagresji, jest błędna. Przedstawione wyżej wyjątki są zarysowane w bardzo wyraźny sposób i łatwo odróżnialne od innych, bardziej typowych sytuacji. Wyjątki, które zezwalają na stosowanie zasady nieagresji, są przypadkami niezwykle rzadkimi, wymagają bowiem współistnienia wielu czynników, które współwystępują niezwykle rzadko. Dotyczą one szczególnego obszaru teorii moralnej, obszaru sytuacji granicznych, z którego wnętrza nie powinno tworzyć się prawa moralnego – w myśl zasady hard cases make bad law (do wniosku, że teorię moralną projektować powinniśmy, zaczynając do dylematu wagonika, dojść mogą tylko profesorowie etyki i związki zawodowe kolejarzy). Co więcej, status wyjątkowości tego typu granicznych sytuacji jest mierzalny nie tylko za pomocą nikłego prawdopodobieństwa ich wystąpienia, rozbieżności między wielkimi zyskami osoby ratowanej i małymi stratami osoby zmuszanej, ale przede wszystkim dlatego, że większość osób od razu intuicyjnie rozpoznaje je jako wyjątki.

Ponieważ wrodzone predyspozycje moralne powstały jako ewolucyjne przystosowania do życia w społeczności, nie obejmują one sytuacji granicznych, które są zbyt rzadkie, by stać mogły się trzonem intuicyjnego korpusu moralnego, który nosimy w sobie. Innymi słowy, ewolucja przystosowała nas do natychmiastowego odróżniania typowego od nietypowego, bo zasady moralne, w które nas wyposażyła, działają tylko w sytuacjach typowych. Ktoś, kto boi się, że można przejść po jakimś continuum od sytuacji granicznych do życia codziennego, popełnia błąd, nie rozumiejąc, że takie continuum może być rozrysowane jedynie przez filozofa, ale nie będzie istniało w głowie zwykłej osoby, której moralność ukształtowana jest przez ewolucję w sposób dyskretny (nieciągły). Dlatego – wbrew obawom antyutylitarystów – nie ma łatwego przejścia od „wolno ukraść butelkę wody na pustyni, gdy umiera się z pragnienia i nie ma innej możliwości ratunku (a po fakcie trzeba zadośćuczynić ofierze naruszenia)” do „wolno zabierać bogatym, by pomóc biednym”. Nie ma przejścia od sytuacji granicznych od uzasadnienia państwa redystrybucyjnego. Sytuacje graniczne są sformułowane w taki sposób, że zdają się zupełnie niepodobne do i łatwo odróżnialne od sytuacji, w które mają rzekomo płynnie przechodzić. Dlatego dopuszczenie pewnych wyjątków od zasady nieagresji nie wiąże się z ryzykiem dezintegracji teorii libertariańskiej.

… i niebezpieczna szczepionka absolutyzmu Co więcej, istnieją dobre argumenty, by myśleć, że jest zgoła odmiennie. Ktoś, komu zależy na tym, by libertariańska teoria moralna wykonywała realną pracę w świecie, powinien rozumieć, że tego typu wyjątki od zasady nieagresji jedynie umacniają tę teorię, zbliżając ją do moralnych intuicji większości ludzi. W istocie, największą zaletą tej teorii jest jej bliskość względem podstawowych intuicji moralnych. Od groźby dezintegracji teorii libertariańskiej w wyniku uwzględnienia tego typu wyjątków niepomiernie większym zagrożeniem jest jej kontrintuicyjne usztywnianie, które czyni ją zbyt dogmatyczną, by mogła zostać przyjęta przez zwykłą jednostkę. Jeśli rozpoczniemy od uczynienia naszej teorii całkowicie niezgodną ze współcześnie uznawanymi intuicjami moralnymi, szansa na jej rozprzestrzenianie się stanie praktycznie zerowa. Wydaje się więc, że szczepionka absolutyzmu, za pomocą której niektórzy libertarianie chcą chronić swoją teorię przed dezintegracją, jest o wiele groźniejsza od choroby, której rozprzestrzenianiu chcą za pomocą tej szczepionki zapobiec. Doskonałym przykładem takiego błędnego i opłakanego w skutkach usztywnienia było upieranie się przez Rothbarda przy tym, że rodzice mają prawo głodzić swe dzieci, gdyż nakładanie na nich obowiązku karmienia ich, byłoby złamaniem zasady nieagresji. Rothbard, uwierzywszy w konieczność istnienia bezwyjątkowej teorii moralnej, doszedł do wniosków, które u każdej empatycznej osoby budzić musiały instynktowny sprzeciw (nawiasem mówiąc, problem praw dzieci i obowiązków rodziców to jeszcze jeden obszar, na którym absolutyzm zasady nieagresji może być zawieszony – jest to jednakże problem zbyt skomplikowany, by go tu poruszać). Chroniąc teorię przez rozwodnieniem, uczynił ją Rothbard niestrawną dla większości normalnych osób. Istnieją więc, jak sądzę, dobre – teoretyczne i strategiczne – powody, by odrzucić absolutyzm.

Czy wolno inicjować przemocy, by nie dopuścić do inicjowania przemocy? Drugim przypadkiem, w którym złamanie zasady nieagresji może być uzasadnione, jest sytuacja, w której ktoś naruszałby zasadę nieagresji po to, by uchronić daną społeczność przed zwiększeniem ilości naruszeń tej zasady. Sytuację tego rodzaju określa się czasem mianem paradoksu deontologicznego. Jak wskazuje Krzysztof Saja (odwołując się do rozważań Nozicka): „Paradoks deontologii sprowadzić można do pytania, czy jest racjonalne, aby przestrzegać danej normy deontycznej N nawet wtedy, gdy skutkiem tego będzie większa liczba przypadków pogwałcenia N”. Wyobraźmy sobie następującą sytuację – w wyniku kryzysu ekonomicznego władzę w jakimś państwie przejmują libertarianie. Udaje im się przeprowadzić reformy, efektem których jest likwidacja państwa i wprowadzenie ładu anarchokapitalistycznego. Jednak z jakichś względów (nie są one w tym momencie istotne) ład ów nie działałby w przewidywany sposób i nie produkowałby libertariańskiego porządku. Co prawda likwidacja państwa spowodowałaby zmniejszenie ilości przemocy państwowej, jednak prywatne instytucje mające zajmować się pilnowaniem porządku nie działałyby wystarczająco wydajnie, czego efektem byłoby radykalne zwiększenie przestępczości i/lub ryzyka napaści ze strony ościennego kraju. Inna grupa libertarian, zaniepokojona takim przebiegiem wydarzeń (odczekawszy stosowaną ilość czasu i upewniwszy się, że sprawy nie zaczną zmierzać w dobrym kierunku), postanawia odbudować państwo, które będzie zajmować się tylko i wyłącznie pilnowaniem, by pośród mieszkańców tego terenu przestrzegana była zasada nieagresji (państwo minimalne). By stworzyć takie państwo, grupa ta będzie musiała opodatkować społeczność i zapewnić sobie monopol na stosowanie przemocy. Ponieważ jednak agresja związana z pobieraniem bardzo niskich podatków i wykluczeniem prywatnej produkcji bezpieczeństwa i prawa wydaje się w takiej sytuacji mniej dotkliwa niż agresja związana z radykalnym zwiększeniem ilości przestępstw na tym obszarze (lub ze zwiększeniem ryzyka najazdu militarnego) – takie działanie może wydawać się z punktu widzenia libertarianizmu uzasadnione.

Prawomocność tego rozumowania zależna jest, jak się zdaje, od dwóch czynników: (a) Od różnicy w ilości agresji, którą zastosujemy względem ofiar, a ilością agresji, której uda nam się uniknąć. Jeśli różnica ta byłaby bardzo duża (gdyby np. opodatkowanie wszystkich na kwotę 100 zł pozwoliło uniknąć krwawej wojny domowej), więcej osób przyznałoby mu słuszność, gdyby różnica ta była niewielka (gdyby opodatkowanie to pozwoliło uniknąć 100 zabójstw rocznie), mniej osób zgodziłoby się z tą teorią. (b) Od różnicy w „jakości przemocy”, którą stosujemy wedle ofiar. Opodatkowywanie ludzi na niewielkie kwoty, by uniknąć zabijania wydaje się bardziej prawomocne, niż zabijanie ludzi, by uniknąć zabijania (lub zabijanie, by uniknąć okradania).

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że naukowe mierzenie ilości agresji nie jest możliwe (jaka miałaby być jednostka agresji – cios, kop?), jednak troska o naukowość ustąpić musiałaby tu moralnym intuicjom.

Wszystko to prowadzi do wniosku, że jeśli restrykcyjne przestrzeganie zasady nieagresji prowadziłoby do zwiększenia ilości naruszeń agresji, dozwolone byłoby łamanie zasady nieagresji, po to (i tylko po to) by ilość tych naruszeń zmniejszyć. W ujęciu tym, istotą libertarianizmu nie jest unikanie inicjowania agresji, ale, jak wskazuje Nozick: „minimalizowanie sumy ważonej naruszeń praw w całym społeczeństwie”. By osiągnąć ów cel wolno odwoływać się do „użycia środków, które same przez się naruszają prawa ludzi”. Jeśli dałoby się dowieść, że całkowicie dobrowolny ład prowadziłby do zwiększenia ilości agresji w społeczeństwie, byłoby uzasadnione zastąpienie takie ładu państwem minimalnym. Wydaje się, że absolutystycznie nastawieni libertarianie musieliby odrzucić taki pogląd – musieliby uznać, że odmowa inicjowania przemocy jest wartością samą w sobie, niezależnie od konsekwencji, jakie takie działanie by przyniosło. Fiat anarchia, pereat mundus. W tym sporze stoję po stronie nieabsolutystów – nie chcę by sprawiedliwości stało się zadość nawet kosztem tego, że świat spłynie krwią.

Podsumowując, zauważyć trzeba, że istnieją przynajmniej dwie sytuacje, w których warto rozważyć prawomocność złamania zasady nieagresji. Pierwsza z nich to sytuacja, w której jej złamanie wiązałoby się z niewielkimi kosztami u ofiar, ale pozwoliłoby uratować komuś życie. Drugą z nich byłaby sytuacja, w której wprowadzenie ładu opartego na zasadzie nieagresji spowodowałoby (paradoksalnie) radykalne zwiększenie ilości złamań zasady nieagresji w danej społeczności. Pomijając te dwie sytuacje (jak i cały zespół kwestii związanych z opieką nad dziećmi), zasada nieagresji wydaje się właściwą zasadą moralną regulującą relacje między jednostkami.

Rozumiem rozżalenie libertariańskich absolutystów na myśl, że mieliby dopuścić wyjątki od zasady nieagresji, której siły upatrywali między innymi w jej bezwyjątkowości. Byłoby jednak błędem porzucać moralność, by zachować spójność.

PS Wykład Michaela Huemera, w którym prezentuje on argumenty przeciw absolutyzowaniu zasady nieagresji:

https://www.youtube.com/watch?v=vmCn2vP-DEo

Poglądy libertarian[edytuj]

Alkohol i inne używki[edytuj]

Libertarianie są na ogół zdania, że o tym, czy wolno w danym miejscu spożywać alkohol, czy też nie, powinien móc decydować jego właściciel. Sprzeciwiają się wszelkim działaniom państwa mającym na celu ograniczanie możliwości produkcji i sprzedaży alkoholu (w tym m.in. ustalanie specjalnych stref, w których można to robić, ustalanie godzin sprzedaży, wydawanie specjalnych koncesji na sprzedaż), sprzeciwia się również finansowaniu przez państwo leczenia z uzależnienia alkoholowego i narkotykowego. Uzależniony powinien leczyć się na własny koszt lub też dzięki pomocy podmiotów prywatnych (np. fundacji charytatywnych).

Bankowość[edytuj]

Libertarianizm zawiera w sobie idee wolnej bankowości. Jest za całkowicie nieregulowanym systemem finansowym bez centralnego emitenta pieniądza. Banki centralne mają ostać zlikwidowane, tak samo jak wszelkie przymusowe fundusze finansowe i publiczne instytucje nadzoru finansowego jak np.: polska Komisja Nadzoru Finansowego.Poglądy libertariańskie na temat dysponowania funduszami przez podmioty w bankach oraz całego systemu finansowego są w dużej części zbieżne z wynikami prac ekonomistów tzw. szkoły austriackiej. Ideałem libertariańskiego systemu politycznego jest wielość konkurujących ze sobą walut, najczęściej opartych na kruszcach (srebro, złoto, platyna) ale nie tylko. Swoboda walutowa dotyczy też stosowania wszelkiego rodzaju barteru czy też kryptowalut takich jak m. in.: Bitcoin czy Ethereum.

O BTC pożna poczytać m.in. na bitcointalk (po ang.) i bitcoin.pl..

Dziedziczenie[edytuj]

Większość libertarian wierzy że ludzie powinni mieć pełną swobodę określenia losu ich majątku po śmierci. Dlatego każdy stopień spadku, wydziedziczenia i obdarzenia do osób lub organizacji jest dozwolony. Są przeciwko obowiązkowym podatkom od spadków i ich dziedziczenia. Libertarianie nie mają zgody co do tego, co zrobić w przypadku braku testamentu lub umowy w przypadku śmierci, czy do ponad pośmiertnych praw własności. W przypadku umowy, umowa jest egzekwowane zgodnie z życzeniem właściciela nieruchomości. Zazwyczaj libertarianie uważają, że każda nieruchomość przy braku testamentu powinna trafić do żyjących krewnych zmarłego. Inni mówią, że jeśli nie ma woli, nieruchomość natychmiast przechodzi do stanu natury (ziemi niczyjej).

Rasa i płeć[edytuj]

Libertarianizm jest wrogiem kolektywizmu. Uważa, że system polityczny, w przeciwieństwie do osób i podmiotów prywatnych nie powinien dyskryminować ze względu na rasę, płeć czy orientację seksualną. Każdy jest indywidualnością, który w anarchii kapitalistycznej jest oceniany ze względu na to, czy narusza aksjomat nieagresji wobec innych osób i ich własności.

Ochrona zdrowia[edytuj]

Po pierwsze, trzeba się zastanowić co mamy zaoferowane na dzień dzisiejszy. W ofercie NFZ mamy tylko świadczenia z tzw. "koszyka", gdzie nie ma praktycznie żadnych nowoczesnych i eksperymentalnych terapii. Ponadto, to nie jest przypadek, że praktycznie codziennie w popularnych serwisach jesteśmy bombardowani chwytającymi za serce informacjami o akcjach zbiórki kasy na leczenie różnych ludzi; zwyczajnie państwo ich nie leczy i muszą szukać ratunku w sektorze prywatnym lub za granicą.

Po drugie, w Konstytucji jest zapisane, że każdy ma "prawo do ochrony zdrowia" i każdemu zapewnia się równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej niezależnie od ich sytuacji materialnej. Naiwny by pomyślał, że oznacza to, że idziesz do lekarza i się nieodpłatnie leczysz. Tymczasem to tak nie działa, nieodpłatne leczenie dotyczy tylko tych, którzy opłacili składki. Jak nie jesteś ubezpieczony, to ci przyślą rachunek.

Po trzecie, warto się zastanowić jak jest finansowana służba zdrowia. Otóż finansowana jest ona ... ze składek. Dokładnie tak samo jak typowe ubezpieczenie.

Jak można wyczytać w Planie finansowym NFZ na rok 2015, bezpośrednia dotacja państwa do budżetu NFZ nie przekracza 5% tego budżetu, a większość z tego i tak idzie na ratownictwo medyczne, jedyne prawdziwie dostępne dla wszystkich świadczenie w tym kraju. Z dokumentu, można wyczytać między innymi, że:

  • na chemioterapie, państwo zamierza wydać 1,4 mld zł. Daje to w przeliczeniu na obywatela jedynie 37 zł rocznie,
  • więcej niż na chemioterapie wydane zostanie na leczenie uzależnień i opiekę psychiatryczną oraz stomatologię.

Reasumując, służbę zdrowia finansujemy sami. Naiwnością byłoby sądzić, że gdyby wyeliminować zbędnego pośrednika, zwiększyć konkurencję wśród świadczeniodawców oraz liczbę świadczeniobiorców finansujących sobie samodzielnie składki (teraz jak pracujesz to płacisz również na tych, którzy nie pracują), to nagle byśmy nie byli w stanie tego robić. Umowa ubezpieczenia prywatnego rozwiązuje większość problemów (i modele takie już działają z powodzeniem na świecie,między innymi w Szwajcarii[potrzebny przypis]) a gdy ktoś z rozbitym łbem trafia do szpitala to nikt w szpitalu nie będzie najpierw sprawdzał czy ma ubezpieczenie tylko zacznie leczyć i martwić się będzie później. Być może dobrą analogią tutaj byłyby banki, które w swoich kalkulacjach zwyczajnie już na starcie uwzględniają, że z określonym % kredytów będzie problem ze spłatą, lub zwyczajnie kasa przepadnie i na wolnym rynku szpitale robiłyby pewnie tak samo.

Pierwsza, istotna różnica dla libertarian, to różnica między systemem państwowym, a prywatnym gdzie jest przymusowość. U prywaciarza nie tylko możesz zerwać, bo coś Ci nie pasuje w jego ofercie, ale także negocjować. W państwowym systemie nie dość ,że płacisz za coś co ci nie jest do niczego potrzebne, to nie masz wpływu na to jakie choroby będą refundowane, a nawet możesz się spodziewać nagłego wypisania Twojej jednostki chorobowej z tej listy.

Opodatkowanie[edytuj]

Minarchizm[edytuj]

Libertarianie sprzeciwiają się odpowiedzialności karnej za niepłacenie podatków. Uważa również, że egzekucja podatków nie powinna być w jakikolwiek sposób uprzywilejowana w stosunku do egzekucji należności wynikających z prawa cywilnego. W szczególności ciężar dowodu powinien spoczywać na państwie a egzekucja nie powinna odbywać się w trybie administracyjnym. Policja skarbowa i wywiad skarbowy powinny zostać rozwiązane. Zdaniem każdy mieszkaniec Polski powinien mieć prawo do zdeklarowania się jako osoba pozostająca poza systemem podatkowym – od takiej osoby podatki nie mogłyby być przymusowo ściągane, państwo mogłoby jedynie odmówić jej finansowanych z nich usług lub uzależnić świadczenie jej tych usług od wnoszenia opłat. Możliwość takiego wyboru byłaby rodzajem wentylu bezpieczeństwa, umożliwiającego rynkową kontrolę podatkowej polityki państwa. Opowiadają się za tym, by podatki były jak najniższe, a procedury ich obliczania, płacenia i kontroli jak najprostsze.

Anarchokapitalizm[edytuj]

Dla prawdziwych wolnorynkowców, podatek to kradzież czyjejś pracy i ta forma płatności powinna zostać całkowicie zniesiona. Dzięki czemu płace wzrosną, a koszt spadnie.

Edukacja[edytuj]

 Zobacz głównie: Libertarianizm/Krytyka#Edukacja.

Libertarianie pragną przywrócić rodzicom i opiekunom możliwość decydowania o tym, czego uczą się dzieci znajdujące się pod ich opieką, w jakim miejscu oraz w jakim wieku. sprzeciwia się odgórnie narzuconemu szkołom, rodzicom, młodzieży oraz dzieciom jednakowemu programowi nauczania, nieuwzględniającemu indywidualnych predyspozycji. Opowiadają się za oddzieleniem edukacji od państwa oraz za całkowitą swobodą zakładania i prowadzenia szkół, a także za możliwością nauczania w domu lub organizowania innych form nauczania. Dzięki tym rozwiązaniom zaistnieją konkurujące ze sobą systemy kształcenia, jego jakość znacząco się podniesie, a koszt spadnie.

Obecny system reprezentuje się tak, że nawet jeśli są prywatne placówki to podlegają jednakowemu programowi nauczania narzucanego przez MEN, koszty ponoszą wszyscy podatnicy, i w żadnym wypadku nie można mówić o konkurencji.

Konkordat[edytuj]

Jakiekolwiek represje ze strony państwa lub instytucji publicznych związane z wyznawanym światopoglądem są niedopuszczalne. Przyjęta wiara bądź filozofia życiowa jest znaczącym składnikiem wyznawanego światopoglądu i jest prywatną sprawą każdego człowieka. Wolność wyznania obejmuje prawo do publicznego uzewnętrzniania swojego wyznania bądź bezwyznaniowości. Libertarianie opowiadają się za nieskrępowaną możliwością tworzenia kościołów i organizacji religijnych. Zabronione będą jedynie czynności zagrażające życiu, zdrowiu lub wolności osób uczestniczących w nich i niewyrażających na to zgody.

Środowisko naturalne[edytuj]

Chciałbym, żeby wszyscy, którzy przeczytają poniższy tekst, właściwie go zrozumieli. Nie jest to tekst nawołujący do wycinania lasów ani do zabijania zwierząt. Jego przesłaniem jest natomiast chęć uświadomienia, że ludzie statystycznie rzecz biorąc nie są „święci” i że nie wyłączając funkcjonariuszy państwowych, kierują się w swej masie indywidualną korzyścią - którą zazwyczaj odczuwają przy tym inaczej niż garstka „ekomaniaków”. Propozycja rozwiązania problemu zawarta w tym tekście opiera się na założeniu, że łatwiej, mimo wszystko, zmienić system gospodarczy i polityczny, niż stworzyć Nowego Ekologicznego Człowieka. Nie jest to rozwiązanie idealne z punktu widzenia ochrony przyrody, jednak w zakresie uregulowań polityczno-prawnych jest to rozwiązanie - zdaniem osób, które je proponują - optymalne z tego punktu widzenia. Rozwiązanie to nie stoi przy tym w sprzeczności z dążeniami wielu ekologów do „zmiany świadomości społecznej” - po prostu nie obejmuje tej sfery. Pokazuje natomiast, jak można by zminimalizować straty ekologiczne przy pesymistycznym założeniu, że świadomości tej, póki co, zmienić się nie da i że większość ludzi, tak jak dotychczas, będzie powodowała się materialną chciwością… - Jacek Sierpiński (licencja CC)

Rozwiązanie problemu zanieczyszczeń[edytuj]

Wszyscy chcemy bezpiecznego, wolnego od zanieczyszczeń środowiska - i wielu z nas z nadzieją w sercach zwracało się ku rządowym ustawom i regulacjom mającym chronić nas i naszych bliskich przed horrorem zdewastowanego świata. A jednak zanieczyszczenie naszego powietrza i wody wciąż nam zagraża. W Południowej Ameryce lasy są wycinane tak szybko, że niektórzy z nas mogą dożyć widoku zniknięcia ich z Ziemi. W Afryce poluje się na zwierzęta aż do ich wytępienia. Gdzie więc zawiodła nasza strategia ochrony środowiska? Co możemy zrobić, żeby naprawić ten stan rzeczy? Największa groźba ze wszystkich:

Trujące odpady[edytuj]

Jak na ironię, największym trucicielem naszego środowiska jest sam rząd, który skierowaliśmy do jego ochrony. Największym trucicielem są siły zbrojne Stanów Zjednoczonych. Rzecznik Pentagonu, Kevin Doxey, powiedział w 1991r. Narodowej Akademii Nauk, że „znaleźliśmy około 17,400 skażonych terenów przy 1,850 urządzeniach, nie wliczając w to wcześniej używanych terenów”. „Skażenie” składa się z trujących rozpuszczalników używanych do rozmrażania samolotów wojskowych, z produktów ubocznych produkcji gazu nerwowego i musztardowego, i ze złomu radioaktywnego. W 1988r. Departament Energii oszacował, że do oczyszczenia 17 z tych miejsc potrzebne będzie 50 lat i 100 miliardów (billion) dolarów. Jak więc możemy spodziewać się po największym trucicielu wszechczasów skutecznego powstrzymania zanieczyszczeń wywoływanych przez biznes i przemysł?

Odpady radioaktywne[edytuj]

Nawet jeśli sądy uznają, że nasz rząd jest winny zabijania ludzi przez zanieczyszczenie środowiska, ofiary nie otrzymują żadnego odszkodowania. W 1984 r. sąd w Utah orzekł, że 10 z 24 wypadków raka przedłożonych mu do rozpatrzenia było spowodowanych niedbalstwem sił zbrojnych USA w związku z próbami broni nuklearnej. Sąd Apelacyjny uznał, że nawet jeśli rząd USA jest odpowiedzialny, nie musi płacić ofiarom odszkodowania. Rząd cieszy się „nietykalnością suwerena” - nie musi naprawiać swych błędów. Jak więc może funkcjonować polityka „truciciel płaci”, jeśli największy truciciel nie może być pociągnięty do odpowiedzialności?

Awarie energetyki atomowej[edytuj]

Odpowiedzialność jest kluczem do ochrony środowiska. Gdyby ten, kto zanieczyszcza nasze powietrze, ziemię i wodę był odpowiedzialny za szkodę, którą wyrządza, truciciele byliby prawdopodobnie dużo ostrożniejsi. Na przykład pod koniec lat pięćdziesiątych prywatne towarzystwa ubezpieczeniowe odmówiły ubezpieczenia zakładów energetyki jądrowej, ponieważ ogromne ryzyko związane z możliwą awarią było niedopuszczalnie wysokie. Wskutek tego spółki energetyczne przestały brać energię jądrową pod uwagę. Jednak Kongres uchwalił ustawę (Price Anderson Act) ograniczającą sumę, jakiej mogły domagać się ofiary katastrof energetyki jądrowej, do 560 mln dolarów. Z tej sumy ponad 80% pochodziłoby z podatków. Zakłady nuklearne rozmnożyły się, skoro tylko spółki energetyczne stały się zdolne do ponoszenia ograniczonej odpowiedzialności za każdą szkodę, jaką mogły spowodować. Zamiast chronić ogół, nasz rząd uchwalił prawa chroniące zyski grup specjalnego interesu.

Lasy tropikalne[edytuj]

Niestety, powyższa historia nie jest odosobnionym incydentem. Rządy wszystkich krajów przejawiają silną tendencję do wyprzedaży darów środowiska w swych krajach grupom specjalnego interesu. Dyktatorzy Trzeciego Świata rutynowo wypędzają rdzennych mieszkańców z ich leśnych domów, aby faworyci reżimu mogli wytrzebić wielkie ilości lasu. Cena takiego braku skrupułów została jaskrawo pokazana w filmie „MEDICINE MAN”, w którym Sean Connery gra naukowca szukającego leku na raka w lasach tropikalnych. Patrzy on bezradnie jak tubylcy, którzy mu pomagali, są wypędzani ze swego leśnego domu. Las, razem z lekiem na raka, zostaje zniszczony. Rząd USA często kieruje „pomoc zagraniczną” dla „pośredników władzy” (power-brookers) Trzeciego Świata płacąc za dewastację lasów. Dolary amerykańskich podatników są dosłownie puszczane z dymem podczas palenia i wycinania tropikalnych dżungli.

To naturalne[edytuj]

Zdrady takie jak te opisane wyżej, na pierwszy rzut oka wydają się trudno wyobrażalne, ale dalsza refleksja pokazuje, że są one naturalną konsekwencją politycznego zarządzania. Grupy specjalnego interesu zbijają wielkie zyski na budowaniu zakładów jądrowych tak długo, dopóki stoją w obliczu małej odpowiedzialności; wyrzucają trujące odpady, jeśli nie muszą ich uprzątać; używają radioaktywnych materiałów, jeśli nie są odpowiedzialne za konsekwencje; wycinają lasy, za które nie muszą płacić. Gdy oferują one rządowym urzędnikom część swych zysków w zamian za zdradę publicznego interesu, pokusa jest często zbyt duża do odparcia. Jeśli wybrany urzędnik odmówi wzięcia łapówki, grupy specjalnego interesu po prostu finansują jego przeciwnika w następnych wyborach. Niewielu przyzwoitych polityków może utrzymać się wobec takiego nacisku. Wskutek tego, grupy specjalnego interesu faktycznie zawsze wygrywają. Naprawdę, jest to cud, że nasze środowisko nie jest dotychczas całkowicie zdewastowane!

Łatwe wyjście[edytuj]

Rozwiązanie problemu ochrony środowiska można sformułować obserwując zachowania grup specjalnego interesu. Weźmy np. spółki papiernicze, które wycinają amerykańskie lasy państwowe. Amerykańska Służba Leśna (US Forest Service) z naszych podatków buduje tyle samo dróg tartacznych co szlaków turystycznych, tak, że ogromne połacie naszych cennych lasów mogą być zwalone przez spółki papiernicze niskim kosztem i przy jedynie symbolicznym ponownym zalesianiu.

Jednak na terenach, które są ich prywatną własnością, spółki papiernicze nagle stają się zagorzałymi ekologistami. Sadzą drzewa powtórnie, tak że ich własna powierzchnia leśna wzrasta z roku na rok - podczas gdy powierzchnia lasów państwowych się kurczy. Na Południu International Paper aż 30% swych zysków czerpie z rekreacyjnego użytkowania jej lasów.

Czemu jest tak duża różnica pomiędzy tym, jak spółki papiernicze traktują swoją własną ziemię i sposobem, w jaki traktują majątek publiczny? Gdy spółce wolno wycinać las państwowy, ma ona niewielki bodziec do robienia tego w odpowiedzialny i zrównoważony sposób. Zresztą spółka nie ma żadnej gwarancji, że ponownie będzie mieć dostęp do tego samego lasu. Bez prawa własności, długoterminowe planowanie i pielęgnacja lasów nie ma ekonomicznego sensu.

Na odwrót, właściciele zyskują na długofalowym planowaniu, ponieważ będą w końcu zbierać owoce swych konserwacyjnych starań. Jeśli nawet nie chcą oni utrzymywać majątku, sprzedanie go jest bardziej opłacalne, jeśli jest on dobrze pielęgnowany - dotyczy to także lasu.

Pamiętając o tym, możemy zaproponować dwuczęściową strategię ochrony środowiska, która może obrócić chciwość każdej osoby w pragnienie opieki nad Matką Naturą: indywidualne prawo własności środowiska, i osobista odpowiedzialność za szkody wyrządzone majątkowi innych.

Władanie kawałkiem ziemi[edytuj]

Brytyjczycy od dawna uczą nas, jak powstrzymać zanieczyszczenie rzek. Prawa do połowu ryb w brytyjskich potokach i rzekach są dobrami prywatnymi, które mogą być kupowane i sprzedawane. Od zeszłego wieku truciciele są rutynowo ciągani po sądach przez złych właścicieli i zmuszani do naprawienia jakiejkolwiek szkody, jaką mogli wyrządzić. Każdy właściciel na tych rzekach został faktycznie obrońcą środowiska - ponieważ każdy ciągnie z opieki nad środowiskiem zyski.

Łowcy krewetek w Zatoce Meksykańskiej domagali się niegdyś części oceanu jako swego majątku na podstawie tradycyjnej praktyki zagospodarowywania (homesteading). Utworzyli oni dobrowolne stowarzyszenie w celu utrzymywania produktywności wód i unikania rabunkowego połowu - dopóki rząd USA nie przejął obowiązków dozorcy na początku XX wieku.

Tak samo jak rząd USA przejął łowiska, wiele rządów Trzeciego Świata przejęło lasy tropikalne i oddało je grupom specjalnego interesu. Ważnym elementem ochrony tych lasów jest uznanie praw zagospodarowania tubylczej ludności, którą cechowało konsekwentnie zrównoważone użytkowanie. Konserwacjonistyczne publikacje, takie jak „Cultural Survival” uznają, że utrzymanie praw majątkowych rdzennych mieszkańców jest absolutnie kluczowe dla ochrony lasów tropikalnych.

Prywatne prawo własności zachęca do ochrony gatunków narażonych na niebezpieczeństwo. Na przykład Zimbabwe respektuje roszczenia tubylców do słoni na ich terenach. Jak każda inna prywatna własność, słonie i ich produkty mogą być legalnie sprzedawane. W rezultacie tubylcy zazdrośnie chronią swoje cenne słonie przed kłusownikami. Tubylcy mają wszelkie bodźce do hodowania tak wielu słoni jak to możliwe, aby mogli organizować safari i sprzedawać słoniową kość, skóry oraz mięso. W rezultacie populacja słoni wzrosła od 30 tys. do 43 tys. w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Ludzie będą chronić środowisko, jeśli jest ono ich własnością i jeśli mogą ciągnąć z niego zyski.

Odwrotnie, jeżeli paść stada dzikich zwierząt próbują rządy, można przepowiedzieć katastrofę. Na przykład rząd Kenii rości sobie prawo własności do wszystkich słoni i polowania są tam zakazane. Podczas gdy w Zimbabwe stada prosperują, liczba słoni w Kenii zmniejszyła się w ciągu ostatnich dziesięciu lat o 67%.

Środowisko, które jest „niczyje”, cierpi skutki stanu opisanego w 1968 r. przez dr Garretta Hardina jako „tragedia wspólnego”. Ujawnił on, że za majątek, który należy do „każdego”, nikt nie jest odpowiedzialny. Na przykład ryby oceaniczne uznaje się za należące do każdego, kto je złowi; wskutek tego każdy próbuje złowić tak dużo, jak może dziś, przed konkurentem, który będzie łowił jutro. Jeśli ocean byłby zagospodarowany, jak opisane wyżej łowiska krewetek, właściciele mieliby bodziec do zabezpieczenia populacji ryb, która byłaby utrzymywana lub nawet by wzrastała.

Truciciele płacą[edytuj]

Jeśli ktoś zanieczyści lub zniszczy kawałek ziemi będący własnością kogoś innego, powinien to naprawić. W praktyce mogłoby to być tak kosztowne, że truciciel mógłby zbankrutować przez własne niedbalstwo. Jeśli społeczni urzędnicy byliby osobiście odpowiedzialni za rozmyślne akty zanieczyszczenia, mieliby mały interes w zatruwaniu powietrza, ziemi lub wody. Uczynienie trucicieli, nie podatników, odpowiedzialnymi za szkody, jakie wyrządzają, uniemożliwi ciągnięcie zysków z zanieczyszczania. Zakończenie

Sprywatyzowanie środowiska daje właścicielom bodziec do jego ochrony. Uczynienie oczywistym, że truciciele - nie podatnicy - płacą odszkodowania swym ofiarom, odstrasza najlepiej. Możemy ochronić Ziemię robiąc tak, żeby chciwość pracowała dla nas, zamiast przeciwko nam. Co może być bardziej naturalnego?

Ten tekst jest tłumaczeniem ulotki Międzynarodowego Stowarzyszenia na rzecz Wolności Jednostki (ISIL). Jeśli chcesz otrzymać darmową literaturę nt. działalności ISIL na całym świecie, reklamowy egzemplarz biuletynu Freedom Network News i katalog książek, pisz pod adres: 71034.2711@compuserve.com (snail mail: International Society for Individual Liberty, 836-B Southampton Rd #299, Benicia, CA 94510, USA)

Powyższy tekst ukazał się w „Zielonych Brygadach” nr 48 (6/93).

Kwestie sporne[edytuj]

Aborcja[edytuj]

Argumenty przeciwników[edytuj]

kapron

W systemie libertariańskich wartości „można czynić wszystko, co nie jest krzywdą przeciw innemu człowiekowi” – i do ochrony tych praw ma służyć rząd-minimum, który jest wyłącznie „nocnym stróżem” – stróżem skutecznym, dobrze wywiązującym się z obowiązku obrony każdej istoty ludzkiej. Dlaczegóżby więc ten rząd nie miał bronić ludzi nienarodzonych przed śmiercią ? I ten obowiązek jest przecież oczywisty – dlatego aborcja musi być zakazana prawnie, jak każde inne zabójstwo i morderstwo.
Argumenty zwolenników[edytuj]

Płód u matki jest wyłącznie gościem, takim samym jak gość, który przychodzi do Ciebie do domu. Innymi słowy jego obecność jest tylko przywilejem, nie obowiązkiem

Dzieci[edytuj]

Za własności rodziców[edytuj]

Rodzic jest wychowankiem i sponsorem dla dziecka, może więc wpływać na jego decyzje choćby z tego względu że nie jest się w stanie samemu utrzymać. Ci spośród libertarian, którzy uznają, że aborcja nie stanowi złamania zasady nieagresji, argumentują na dwa sposoby. (1) Część z nich uznaje, że płód znajdujący się w macicy do momentu x, nie jest jeszcze człowiekiem, wolno go więc zabić/abortować, działanie takie nie ma bowiem charakteru inicjacji przemocy względem człowieka (argument z nieczłowieczeństwa płodu). (2) Część z nich uznaje, że nawet jeśli zgodzimy się, że płód jest człowiekiem, to matka ma prawo pozbyć się go z macicy, gdyż ma prawo dobrowolnie rozporządzać swoim ciałem. Dziecko jest w tym ujęciu niczym nieproszony gość, którego matce wolno wyprosić ze swego brzucha, tak jak mamy prawo wyprosić kogoś, kto przebywa bez naszej zgody w naszym domu lub na naszej działce (argument z prawa matki do jej ciała).

Za za własnością dzieci[edytuj]

Dziecko jest taką samą autonomiczną jednostką jak każda inna, i ma takie same prawo do samoposiadania. Ten drugi pogląd (zwany „eksmisjonizmem”) można próbować podważyć, wskazując, że dziecko nie znalazło się w brzuchu matki bez jej wiedzy/zgody. Przeciwnie, matka zaprosiła dziecko do swego ciała, partycypując w akcie seksualnym, o którym wiedziała, że może zakończyć się zapłodnieniem. Jeśli matka nie chciała mieć dziecka mogła zastosować antykoncepcję (jeśli bałaby się o jej skuteczność mogła zastosować podwójną antykoncepcję lub metody typu wazektomia). W tym ujęciu matka abortująca dziecko zachowuje się nie analogicznie do kogoś, kto wyprasza niechcianego gościa z domu, ale analogicznie do kogoś, kto zaprasza kogoś do udziału we wspólnym locie samolotem, by w połowie drogi stwierdzić, że towarzystwo pasażera przestało mu odpowiadać i zażądać od niego opuszczenia pokładu. Ciąża jest niczym 9-miesięczny lot samolotowy. Jeśli zaprosiłeś dziecko na „pokład swego ciała”, nie masz prawa go z tego ciała wyprosić (chyba, że zagraża to twojemu życiu lub potrafisz zagwarantować, że bez uszczerbku przeżyje aborcję).

Konkluzja[edytuj]

Brak możliwości konsensusu z powodu konfliktu interesów. Zwolennikowi zależy na przestrzeganiu prawa własności, przeciwnikowi paktu nieagresji (NAP) który powstał z konfliktu wewnętrznego, gdzie przypisuje się własność ciała zarówno matki jak i dziecka na równym poziomie, Konflikt zostałby rozwiązany, gdyby prawo własności było skalowane, ale nie jest to możliwe. Podobnie jak z pozostałymi aksjomatami, także NAPu. O stopniu ich naruszenia decydują interesy grup.

Kara śmierci[edytuj]

Argumenty zwolenników[edytuj]

Kara odzwierciedla to, co uczynił sprawca. Za dany czyn przekraczający granicę wolności drugiego człowieka, czyni się to samo. Powstrzymuje to od dłuższego utrzymywania w więzieniach ludzi, którzy mogą dalej zagrażać wolności innym ludziom po opuszczeniu placówki więzienia. Kara przestrzega przed dalszym zagrażaniem wolności innych obywateli. Powinna posługiwać zasada proporcjonalności: za śmierć jednego człowieka trzeba odpłacić śmiercią przestępcy.

Argumenty przeciwników[edytuj]

Kara śmierci to łamanie trzeciego aksjomatu o nieagresji, wobec drugiego człowieka. Według etyki libertariańskiej nie można w żaden sposób ingerować w wolność człowieka. Czy jest to interwencja autystyczna, binarna, czy triangularna jest sprzeczna z wolnością. Jest to jawne dokonywanie mordu na osobie popełniającej podobny czyn i łamanie NAP-u. Takim zachowaniem pokazujemy, że utożsamiamy się z tym przestępstwem - możemy czynić to samo, usprawiedliwiając agresję, która zawsze jest zła. Jest ona również ekonomicznie droższa niż zwykłe środki prewencji. W libertariańskim systemie lepiej sprawdziłby się system więzień, gdzie skazany może pracą dla właściciela więzienia wieloletnie odpracować swoje winy i jednocześnie zresocjalizować się, by tworzyć nowe, lepsze społeczeństwo. Rodzina ofiary powinna decydować o karze, jaką udzieli sprawcy (inną niż śmierć, bo ona jest niemoralna).

Własność intelektualna[edytuj]

Anarchokapitalizm[edytuj]

Anarchokapitaliści sprzeciwiają się istnieniu własności intelektualnej nawet w minimalnym stopniu, ideologiczna rama wymaga, aby wszystkie funkcje IP powinny być egzekwowane przez instytucje sektora prywatnego.

Murray Rothbard twierdzi, za umożliwienie umownie wynikające nieograniczone prawo autorskie i przeciw konieczności jakiejkolwiek roli rządu w ochronę własności intelektualnej. Twierdzi, że zaangażowanie rządu w definiowaniu arbitralnych ograniczeń czasu trwania, zakresu itp. ograniczeń własności intelektualnej w celu "wspieraniu rozwoju nauki "jest z natury problematyczne, ponieważ skąd wiadomo, że wydatki na badania są "zbyt wielkie", "za małe", lub po prostu w sam raz? Twierdzi on, że prawa własności intelektualnej mogą faktycznie utrudniać innowacje, ponieważ konkurenci mogą być w nieskończoność zniechęcani do dalszych nakładów badawczych w ogólnym obszarze objętym patentem, gdyż sądy mogą otrzymać ulepszenia co do naruszeń w poprzednim patencie, a właściciel patentu nie jest zalecane z angażowanie się w dalszych badań w tej dziedzinie, ponieważ przywilej zniechęca jego poprawę swojego wynalazku na cały okres obowiązywania patentu, z zapewnieniem, że żaden konkurent nie może go wykorzystać do własnych celów.

Morris i Linda Tannehill zaproponowali pomysł w postaci wynalazków, które może być zarejestrowane w prywatnym "banku danych"; wynalazca może następnie kupić ubezpieczenie przed kradzieżą i nieautoryzowanym dostępem do komercyjnego wykorzystania wynalazku, a firma ubezpieczeniowa gwarantowałaby nie tylko zrekompensować wynalazcy za jakiekolwiek straty poniesione w wyniku takiego naruszenia, lecz do zaprzestania do dalszego nieuprawnionego użycia.

Z przeciwników praw własności intelektualnej można zaliczyć Wendy McElroy, Tom G. Palmer, Henri Lepage, Boudewijn Bouckaert, Jeffrey Tucker, i N. Stephan Kinsella. Kinsell wskazuje sprzeciw IP, że mogą być nieskuteczne ponieważ w wykorzystaniu zasobów z badań i rozwoju w celu zgłoszenia i pozwów patentowych. Zauważa, że badania teoretyczne nie mogą być opatentowane tak łatwo, jak w praktyce badania teoretyczne i badania są w ten sposób jest stosunkowo niedofinansowane przez marnowanie pieniędzy na pozwy. Co więcej, twierdzi on, że prawa własności mogą mieć zastosowanie jedynie do środków, które są rzadkie (skończone), a IP nią nie jest. Kinsell twierdzi również że prawa własności intelektualnej mogą być egzekwowane jedynie poprzez ograniczenie innych do własności fizycznych.

David Friedman zajmuje neutralne stanowisko w sprawie własności intelektualnej, twierdząc, że "istnieją dobre argumenty po obu stronach tej kwestii".

Część libertarian (nazwijmy ich za Wojeciechem Pietrzakiem – infopropertarianami) uważa jednakże, że w ładzie libertariańskim istnieje miejsce dla własności intelektualnej. Zasadność jej istnienia uzasadnia się na dwa sposoby – bądź ekonomicznie, bądź moralnie. Ponieważ uzasadnienie ekonomiczne (wskazujące, że brak własności intelektualnej, oznaczać mógłby zmniejszenie ilości produkowanych informacji w wyniku działania efektu gapowicza) jest z libertariańskiego punktu widzenia nieprawomocne (nie wolno łamać praw jednych, by polepszyć sytuację finansową innych), libertarianie chcący argumentować na rzecz prawa własności intelektualnej muszą dowodzić, że stworzenie informacji daje jej twórcy moralne prawo do kontrolowania własności innych.

Lewicowy libertarianizm[edytuj]

Roderick T. Długi twierdzi, że pojęcie własności intelektualnej nie jest wolnościowe. Stwierdził, że zakazanie ludziom używania, powielania i handlu materiałów chronionych prawem autorskim stanowi naruszenie wolności słowa i wolności prasy, i że od informacji daje nieuprawniony dostęp do grzebania w umysłach ludzi i mienia innych ludzi, nie można mieć własnej informacji bez posiadania innych ludzi. Twierdzenie, że autorzy i wydawcy nadal będzie produkować nieobecnego ochrony praw autorskich, przytacza fakt, że setki tysięcy artykułów są przesyłane na Internet przez ich autorów na co dzień, dostępne dla każdego na świecie za darmo i że prawie wszystkie prace pisemne przed 20 wieku są w domenie publicznej, ale prace sprzed 1900 wciąż są publikowane i sprzedawane.

Benjamin Tucker, przeciwstawiając własności intelektualnej, pisze: "... monopolu patentowego ... polega na ochronie wynalazców ... przed konkurencją na okres wystarczająco długi, aby wyłudzić od ludu nagrodę ogromnie powyżej środka pracy swoich usług ,. - innymi słowy, dając niektórym ludziom prawa własności na okres lat w prawa i faktów natury, oraz o siłę do dokładnego hołd od innych do korzystania z tego naturalnego bogactwa, które powinny być otwarte dla wszystkich "

Obiektywizm[edytuj]

Ayn Rand, twórca obiektywizmu, wspierany prawa autorskie i patenty, odnotowując w Capitalism: The Unknown Ideal:

"Patenty i prawa autorskie należą do realizacji prawną podstawą wszystkich praw własności: prawa człowieka do produktu jego umysłu. Każdy rodzaj pracy produkcyjnej obejmuje połączenie psychicznego i fizycznego wysiłku: myśli i działania fizycznego przetłumaczyć tę myśl w formie materialnej. Proporcje tych dwóch elementów może być różny w różnych rodzajach pracy. Na najniższym końca skali, wysiłku psychicznego wymagane do wykonywania pracy fizycznej niewykwalifikowanych jest minimalne. Na drugim końcu, co patentu i praw autorskich prawa uznają to najważniejsza rola wysiłku umysłowego w produkcji wartości materialnych; te prawa chronić wkład umysłu w jego najczystszej formie powstaniem idei. Przedmiotem patentów i praw autorskich jest własność intelektualna. ... Tak więc ustawa ustanawia prawo właściwość umysłu do tego, co przyniósł w istnieniu. "

Podniosła, że patent ten powinien być wykorzystywany wyłącznie w ograniczonym zakresie: "Gdyby to odbywa się w sposób ciągły, prowadziłoby to przeciwieństwo samej zasady, na których się opiera: prowadziłoby to, aby nie zapracowanej nagrody osiągnięcia, ale niezrealizowanych wsparcia pasożytnictwa. To staje się kumulują zastawu na produkcji nienarodzonych pokoleń, które ostatecznie ich sparaliżować. Zastanów się, co by się stało, gdyby w produkcji samochodu, musieliśmy zapłacić tantiemy dla potomków wszystkich twórców biorących udział, począwszy od wynalazcy koła i na górę. Oprócz braku możliwości przechowywania takich zapisów, za przypadkowe status takich potomków i nierealność ich niezapłaconych wierzytelności.

Infoanarchizm[edytuj]

Kolejny ważny libertariański spór dotyczy podejścia do własności intelektualnej. Infoanarchiści odrzucają ideę własności intelektualnej. Wskazują, że jest ona nie do pogodzenia z fundamentalnym dla liberarianizmu przekonaniem, że ktoś, kto prawomocnie wszedł w posiadanie jakiejś własności, ma prawo robić z tą własnością, co tylko mu się podoba (o ile nie narusza prawa innych do dowolnego zarządzania ich własnością). Przykładowo, jeśli jestem właścicielem komputera, drukarki i papieru, mam prawo drukować za ich pomocą, co tylko mi się podoba (a więc także twórczość innych osób), i sprzedawać wydrukowane materiały, gdyż działając w ten sposób, nie uniemożliwiam nikomu sprawowania pełnej kontroli nad jego własnością. Gdy rozpowszechniam twoją twórczość, nie okradam cię, ponieważ nie tracisz żadnego z materialnych dóbr, których jesteś właścicielem. Infoanarchiści uznają, że każdy ma prawo kopiować i rozpowszechniać dowolną informację, o ile dobrowolnie nie zobowiązał się, że nie będzie tego robił.

Konkluzja[edytuj]

Zapytać można, dlaczego, mimo że infoanarchizm w tak oczywisty sposób wypływa z zasad libertariańskich, znajduje nadal zwolenników wśród libertarian? Odpowiedź jest prosta: konflikt interesów. Teoretycy libertarianizmu to osoby, które utrzymują się z publikacji tekstów. Infoanarchista, by zachować spójność między swymi ideami a działaniami, musiałby zaprzestać publikowania chronionych prawami autorskimi tekstów. To mogłoby obniżyć jego zyski (jeśli nie stworzyłby on infoanarchistycznego modelu zarabiania na produkcji informacji). Póki głoszenie libertarianizmu nie wiąże się z realnymi kosztami, teoretyk libertarianizmu zachowuje radykalizm. Gdy radykalizm może oznaczać zmniejszenie wpływów, wycofuje się na bardziej umiarkowane pozycje. Dodajmy, że część libertariańskich teoretyków wyznaje infoanarchizm w teorii, w praktyce jednakże ignoruje jego wskazaniu, publikując teksty chronione prawami autorskimi znaczeniu. Trudno ocenić, która postawa jest gorsza: naginanie teorii, by usprawiedliwiała nasze grzechy, czy grzeszenie mimo właściwej teorii grzechu.

Migracje[edytuj]

Argumenty zwolenników[edytuj]

Zwolennicy otwartych granic (jest to niefortunne określenie, problem nie dotyczy bowiem granic) argumentują w następujący sposób:
(1) państwo jest instytucją nieprawomocną, w związku z czym jego roszczenia do zarządzania terenami państwowymi są nieuzasadnione,
(2) tereny państwowe są niczyje i każdy ma prawo je zawłaszczyć (przebywać na nich),
(3) imigranci, który osiedlają się (przebywają) na terenach państwowych, mają takie same prawo zawłaszczyć te tereny (przebywać nań), jakie mieliby obywatele tego państwa, gdyby ono na to zezwoliło,
(4) żądanie od państwa, by nie wpuszczało imigrantów, jest żądaniem łamania zasady nieagresji względem imigrantów.
Lub, by ująć tą samą sprawę prościej: imigranci mają takie samo prawo do terenów bezprawnie kontrolowanych przez państwo jak nieimigranci (podział na imigrantów/nieimigrantów jest nielibertariański, arbitralny, nieprawomocny).

Argumenty przeciwników[edytuj]

Libertariański argument przeciw otwartym granicom – w swojej najlepszej wersji – wygląda w następujący sposób:
(1) państwo jest instytucją nieprawomocną, która rości sobie prawo do zarządzania obszarem danego kraju,
(2) gdyby państwo nie istniało (lub gdyby istniało państwo minimalne), tereny, które ono kontroluje, mogłyby zostać zawłaszczone przez aktualnych mieszkańców danego kraju,
(3) rdzenni mieszkańcy mają prawo zawłaszczyć te tereny przed innymi osobami, są oni pierwsi-w-kolejce-do-zawłaszczenia,
(4) państwo nie ma prawa oddać tych terenów imigrantom, gdyż w kolejce do zawłaszczania zajmują oni miejsce za rdzennymi mieszkańcami danego kraju. Lub, by ująć tą samą sprawę prościej: państwo nie ma prawa oddawać terenów państwowych osobom z zewnątrz, gdyż tereny te należą się rdzennym mieszkańcom, którzy czekają na możliwość ich zawłaszczenia. Osoby z zewnątrz mają prawo wyłącznie do tych terenów, które pozostaną po zawłaszczeniu przez rdzennych mieszkańców (Jest to istotne w wypadku większych krajów, np. Rosji czy USA. W wypadku kraju wielkości Polski można zakładać, że wszystkie tereny państwowe należą się jej rdzennym mieszkańcom).