Logika dla prawników/Logika Condillaca Jana Znosko

Z Wikibooks, biblioteki wolnych podręczników.
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Logika Condillaca Jana Znosko[edytuj]

Jan Znosko na zamówienie Komisji Edukacji Narodowej zaadaptował na potrzeby polskich szkół podręcznik francuskiego myśliciela Condillaca do logiki. Francuskie koncepcje oświeceniowe inspirowały ówczesnych polskich - mówiąc współczesnym językiem - intelektualistów. Warto więc przyjrzeć się tej pracy. [1]

Étienne de Condillac (1715 - 1780) - francuski filozof, sympatyk encyklopedystów.
Jan Znosko (1772 - 1833) - polski ekonomista i filozof, propagator myśli Adama Smitha. Wykładowca ekonomii politycznej.

Podręcznik ten bardziej przypomina opracowanie do psychologii niż logiki. Pisany jest prostym językiem, często rozwlekłym i pełnym pouczeń, co było typową manierą oświeceniowych filozofów. Wiele tez może się nam wydawać banalne, ale na ponad dwustu stronach "Logiki" znajdziemy też kilka bardzo celnych stwierdzeń, które nie utraciły wcale na aktualności. Czasem trafiają się sformułowania wręcz dla nas zabawne, jak tytuł rozdziału III (s. 26), pt. "Rozbiór tworzy dowcipy w poznawaniu trafne".

Jak pisał Condillac w tłumaczeniu Znoski: "Pierwej ludzie byli logikami, to jest myśleli nim się zastanowili nad tym, jak myśleć należy. Wieki nawet upłynęły, nim się domyślili, że myśl po pewne prawidła wziętą być może" (s. 1). "Sztuka myślenia ma swoje prawidła w we władzach duszy i tych dźwigniach, których się podobnież umysł nasz używać nauczył. Trzeba więc poznać te władze i te dźwignie." (s. 3) "Ale jak się nauczyć dobrze kierować zmysłami? Oto czyniąc tak, jak się czyniło, kiedy się nimi dobrze kierowało. Niemaż człowieka, któremuby się przynajmniej kiedykolwiek, dobrze nimi kierować nie przytrafiło. Potrzeby i doświadczenie prędko nas tego uczą: widzimy to na dzieciach. Nabywają one poznania bez pomocy naszej; nabywają go mimo przeszkód, które rozwijaniu się władz ich duszy czynić zwykliśmy. Mają więc jakąś sztukę ich nabywania." (s. 7 - 8)

Książka jest pochwałą analizy jako metody rozumowania, analizy czyli "rozbioru" i metody "rozbiorowej": "Przeto analizować, czyli rozbiór czynić, nic innego nie jest, jak tylko uważać w porządku następnym własności jakiegoś przedmiotu celem nadania im w umyśle porządku jednoczesnego, czyli takiego, jaki mają w naturze" (s. 24).

Condillac przechodził od rozważań filozoficznych do psychologicznych. Układał definicje podstawowych pojęć, zastanawiał się nad istotą odczuwania, funkcjonowaniem ludzkich zmysłów, istotą procesu nauczania (przyswajania wiadomości). Pisał: "Czucie uważane pod tym względem, że nam przedmiotów zmysłowych wystawia obrazy, zowie się wyobrażeniem. Idea, wyraz ten wzięty tu przenośnie, znaczy właściwie obraz. (s. 27) "...od tego co umiem, zaczyna się to wszystko, czego nie umiem, czego się nauczyć mogę i jeśli jest to sposób udzielenia mi nowych wiadomości, to zapewne nie inny, tylko ten, który mi już niektóre udzielił. W rzeczy samej, wszystkie nasze wiadomości, tak te, którem mamy, jak i te, których nie mamy, od zmysłów pochodzą..." (s. 34)

Stwierdzał, iż najpierw u człowieka pojawiają się wyobrażenia, potem postrzeganie rzeczy, kolejno człowiek nadaje nazwy ("nazwiska") przedmiotom, potem systematyzuje przedmioty w drzewa, rodzaje i gatunki. Marginalnie odniósł się do znanego sporu o powszechniki (tzw. sporu o uniwersalia): "Nazwiska powszechne i ogólne nie są właściwie nazwiskami żadnej rzeczy bytność mającej. Wyrażają tylko widoki naszego umysłu, gdy pod względami podobieństwa lub różnicy rzecz uważamy. Nie masz powszechnego ani ogólnego drzewa, toż gruszy, jabłoni itd. są tylko szczegóły" (s. 44).

Opisywał proces systematyzacji zjawisk i rzeczy: Jego zdaniem rzędy są tworzone stosownie do sposobu naszego pojmowania rzeczy i na podstawie podobieństwa, nie należy przesadzać z wprowadzaniem rozróżnień zbyt szczegółowych, "bo jeśli potrzeba jest czynić różnice", to należy "nie czynić ich nadto" (s. 45).

Podkreślał, iż rozbiór (rozkład) zbioru na elementy pierwsze nigdy nie będzie kompletny: "Choćbyśmy najwięcej rozbiorów czynili, zawsze jednak zostaną takie rzeczy, nad którymi rozbioru dopełnić nie można, a które z tej przyczyny ciemno i nieporządnie znać będziemy" (s. 46).

Nazwy przedmiotów były dla niego sprawą umowną, względną, zależną od konwencji ludzkiej. Przedmioty nie posiadały jakiejś wspólnej "natury". O rzeczach można powiedzieć tylko to, "co się w nich rzeczywiście widzi" (s. 48). Rzeczy natomiast miały dwie wspólne cechy: rozmiar (rozległość) i ruch. Właśnie ruchowi przypisywał Condillac znaczącą rolę w naturze.

O istnieniu rzeczy można jego zdaniem było wnioskować na podstawie skutków, jakie one wywołują (s. 51). Na przykład, ruch ma jakąś przyczynę, nie znamy jej, ale możemy o niej wypowiadać sądy, "że jest większą lub mniejszą, stosownie do większego lub mniejszego ruchu i mogę ją mierzyć niejako, mierząc ruch, który jest jej skutkiem". Poza tym ruch następuje w miejscu i czasie. Było to ciekawe spostrzeżenie (byśmy powiedzieli dość nowoczesne, biorąc pod uwagę dorobek współczesnej metodologii nauki), iż można zmierzyć coś, czego tak naprawdę się zna; że nieznajomość istoty (natury) zjawiska nie przeszkadza w jego pomiarze.

Przestrzegał przed popadaniem w błąd myślowy: "Stąd, że nadajemy nazwiska rzeczom, których mamy wyobrażenie, urosło mniemanie, że tego wszystkiego, czego mamy nazwisko, mamy też wyobrażenie. Błąd to jest, przeciwko któremu obwarować się należy." (s. 53). Kontynuował: "chociaż wszystko, co jest na świecie pod zmysły podpada, nie wszystko jednak postrzec zdolni jesteśmy" (s. 53 - 54).

Fragment "Logiki" Condillaca z opisem mózgu.
Fragment "Logiki" Condillaca z opisem mózgu.

Odważnie (jak na swoje czasy) wkraczał w kwestie teologiczne i dowodu na istnienie Boga, co łączył ze swoją koncepcją ruchu - jako czynnika sprawczego natury: "Jakośmy sądzili, że ruch ma przyczynę, bo jest skutkiem; tak też osądzimy, że i świat ma przyczynę, bo jest skutkiem i tę przyczynę nazwiemy Bogiem. (...) Prawda, że Bóg pod zmysły niepodpada, ale piętno swoje w rzeczach pod zmysły podpadających wyrył; widzimy go w nich i zmysły podnoszą nas ku niemu" (s. 54 - 55). W tezach Condillaca można wyczuć sceptycyzm religijny, mimo że był księdzem. Jego stwierdzenia są czysto laickie - oparte na wnioskowaniu rozumowym, wykorzystującym informacje dostarczane przez zmysły, bez odwoływania się do wiary, czy objawienia. Pisał: "wszystkie nasze wiadomości od zmysłów pochodzą" (s. 61).

Definiował podstawowe pojęcia z zakresu - byśmy powiedzieli - psychologii: "Postrzegać zaś podobieństwo lub różnicę jest to sądzić. A zatem sąd jest tylko czuciem" (s. 65). "Rozwaga więc czyli refleksja nic innego nie jest, jak tylko pewny ciąg sądów, zrobionych przez pewny ciąg porównań" (s. 66). "Rozum więc zamyka w sobie uwagę, porównanie, sąd, rozwagę, imaginację i rozumowanie" (s. 69).

Potrzeba to jego zdaniem - cierpienie z powodu pozbawienia rzeczy. Niewygoda - stan, w którym nam jest coś niedobrze. Do tego dołączały "niespokojność" i "żądza". Argumentował: "Niewygoda sprawuje w nas poruszenia dla otrzymania tego, czego nam potrzeba. Nie możemy więc w zupełnym spoczynku zostawać i z tej przyczyny niewygoda bierze nazwisko niespokojności. Im więcej jest przeszkód do użycia lub otrzymania rzeczy potrzebnej, tym bardziej niespokojność wzrasta i stan taki może się stać udręczeniem" (s. 71). Kontynuował: "Jako jest przyrodzone człowiekowi nabywać nałogu używania rzeczy przyjemnych, tak równie jest mu przyrodzone nabywać nałogu ich żądania i żądze w nałóg obrócone zowią się namiętnością." (s. 72) Zaś "im żądze żywsze, tym namiętności gwałtowniejsze".

Nadzieja, to sąd związany z żądzą, na podstawie którego sądzimy, iż rzecz otrzymamy (s. 73). Wola - pewność, iż nic nie stanie na przeszkodzie naszym żądzom w otrzymaniu rzeczy. Natomiast myśl - ogół władz rozumu i woli. Condillac odmiennie niż inni myśliciele pojmował "wolę", gdzie akcentował ową "pewność" żywioną przez człowieka, co do finału swego postępowania, a nie samą "chęć" postępowania.

Condillac zastanawiał się również nad istotą odczuwania ("czułości") i pamięci. Zdawał sobie sprawę z własnych ograniczeń i barier intelektualnych (poznawczych) stojących przed człowiekiem: "wyłóżmy, co można wyłożyć, a tego sobie nie przypisujmy, że wszystko wyłożyć możemy" (s. 75). Rozważał istotę funkcjonowania mózgu, odbierania bodźców; pisał o zmysłach i nerwach.

Nurtowało go zagadnienie zapamiętywania i zapominania: "Często słyszałem pytających: Co się dzieje z wyobrażeniami, którymi się człowiek zatrudniać przestał? Gdzie się one chowają? Skąd przychodzą, gdy mu się znowu malują? Czy przez ten długi przeciąg czasu, w którym o nich nie myśli, w duszy, czy też w ciele jego przebywają? Z tych pytań i odpowiedzi na nie przez metafizyków dawanych wnieść by można było, że wyobrażenia są zupełnie takimi, jak wszystkie te rzeczy, których zapasy czynić zwykliśmy i że pamięć wielkim ich jest magazynem. (...) Szukać w duszy tych wyobrażeń, o których zgoła nie myślę, jest to szukać ich tam, gdzie już ich nie ma; szukać ich w ciele, jest szukać tam, gdzie nigdy nie były. Gdzież tedy one są? Nigdzie. (...) gdzie są dźwięki instrumentu, gdy się na nim grać przestanie? (...) Odpowiem więc, że i wyobrażeń moich, kiedy dusza myśleć o nich przestaje nigdzie nie ma, ale się one znowu we mnie odmalują, kiedy się wznowią ruchy do ich wydania właściwe." (s. 89).

Porównał układ człowieka do klawikordu, jak człowiek porusza palcami, oczami itp. to powoduje ruch, a miast dźwięku tworzą się wyobrażenia w mózgu. Roztrząsał przebieg procesu myślowego, aż wreszcie zauważył: "Jedni wstydziliby się myśleć inaczej niż wszyscy myślą: drudzy mieliby za rzecz nadto mordującą nie myśleć inaczej, tylko podług siebie samych, a jeśli niektórzy mają ambicję osobliwszymi się pokazać, to często bywa, że gorzej jeszcze myślą" (s. 114 - 115).

Krytykował przesądy, a źródło ich upatrywał w tym, "żeśmy nabyli nałogu używania wyrazów, nie nadawszy im pewnego znaczenia, a nawet nie czując potrzeby tego nadania" (s. 118) i dalej: "Nie czynimy postrzeżeń: nie wiemy, ile ich czynić trzeba; sądzimy z pośpiechem, nie zdając sobie sprawy z sądzeń, które czynimy i rozumiemy, że nabywamy wiadomości ucząc się słów, które nie są nic więcej tylko słowami".

Zarzucał rodowi ludzkiemu brak krytycyzmu i dziedziczenie błędów z pokolenia na pokolenie; błędów które zamiast zanikać, "pomnażają się" (s. 118). Winę za ten stan ponosiła także zła edukacja młodych.

W innych rozdziałach "Logiki" rozpisywał się o naturze, istocie ludzkiego języka i mowy. Szukał przyczyn powstawania błędów w ludzkim języku i rozumowaniu. Koncentrował się na ewolucji języków, a także powstawaniu nazw. Twierdził: "Pierwszy w ów czas sąd fałszywy do drugiego równie fałszywego prowadził, a wkrótce natworzono ich bez liczby. Podobność z błędu w błąd wtrącała, bo wniosek z błędu do błędu naturalnie prowadzić musiał" (s. 137)

Docinał pisarzom pisząc we fragmencie poświęconym wadach ludzkich języków: "równie często mówią nimi pisarze, żeby nic nie powiedzieć; często mówią nimi dlatego tylko, żeby powiedzieć zdania rozsądkowi przeciwne, a w ogólności nie widać, żeby mówili nimi w zamiarze być zrozumiałymi" (s. 144).

Logice właściwej, a raczej metodzie naukowej poświęcił te rozdziały, w których opowiedział się za metodą analizy przeciwko metodzie syntezy. Metoda analizy przetłumaczona została przez Znoskę jako "metoda rozbiorowa", podobna do rozkładu na czynniki pierwsze. Condillac tak ujmował rolę tej metody: "Będziemy na koniec umieli używać wyrazów, kiedy przez rozbiór nabędziemy nałogu szukania pierwotnego ich znaczenia w ich pierwotnym użyciu, a wszystkich innych znaczeń w podobności" (s. 156).

Nie był zwolennikiem tworzenia definicji i krytykował "definicjomanię" niektórych autorów. Nie uważał, aby starania o tworzenie definicji były środkiem na nadużycia językowe. Raczej opowiadał się za ścisłością terminologiczną, aby znaczenia wyrazów nie były mylone. Podnosił, iż deficje same w sobie nie wnoszą nowych treści do istniejącego pojęcia, one jedynie ukazują czytelnikowi rzecz, którą on chce poznać (s. 162).

Co ciekawe - Condillac już w XVIII wieku ostrzegał przed zjawiskiem, które tak narosło silnie w II połowie XX wieku; mianowicie "matematyzacją" metodologii nauki; gdy prymat dawano metodom matematycznym uznawanym za ścisłe w przeciwieństwie do gorzej ocenianych metod nauk humanistycznych i społecznych. Pisał on: "Stąd, że geometria jest umiejętnością, którą dokładną nazywają, urosło mniemanie, że chcąc dobrze wszystkie inne nauki wykładać, nie więcej nic potrzeba, tylko geometrów naśladować i zapał definiowania na wzór geometrów stał się chorobą wszystkich filozofów czyli tych, którzy się takimi być mienią" (s. 166).

Gdy pochwalał analizę, twierdził, iż analiza od syntezy różnią się tak, jak drogi, z których jedna biegnie z góry do dołu, a druga z dołu do góry. Cytował znaną ówcześnie pracę "La Logique ou l'art de penser" (Logique de Port-Royal) Antoni Arnaulda i Pierre`a Nicole ale nie był jej zwolennikiem. Podnosił zalety algebry, pochwalał Eulera, ale sceptycznie odnosił się do Kartezjusza - zwłaszcza, gdy krytykował metodę syntezy.

O "metodzie rozbiorowej" pisał: "Zastanowiwszy się nieco nad rozbiorem, łatwo się przekonamy, że tym więcej on światła udzielać musi, im jest prostszy i dokładniejszy" (s. 176). Argumenty logiczne wykorzystywał do prezentowania zasad podobieństwa między rzeczami.

Podobieństwo było według niego oparte na:

  1. stosunku podobieństwa z czymś znanym,
  2. stosunku środków do celu,
  3. stosunku przyczyn do skutków,
  4. stosunku skutków do przyczyn.

Do poszczególnych punktów pisał:

Ad. 1) "Ziemia jest mieszkaną, więc i planety są mieszkane", które to rozumowanie jest - jak łatwo zauważyć - bardzo łatwo obalalne. Ad. 2) to że ziemia jest zamieszkałą nie dowodzi jednak, że wszystkie planety są zamieszkałe, bo Stwórca mógł je inaczej poukładać albo "nareszcie jakaś rewolucja zrobić pustynią z planety wprzódy mieszkanej" (s. 205). Natomiast rozumowania nr 3) i 4) były dla niego rozumowaniami najsilniejszymi.

Znosko dodał do podręcznika suplement zawierający fragmenty prac Condillaca (w tym jeden o językach ludzkich) oraz notę w Encyklopedii francuskiej na temat metody rozbiorowej (rozbioru). Czytamy tam: "Czynić rozbiór jest to rozkładać na części, porównywać i postrzegać stosunki" (s. 222). Zaletą rozbioru jest to, iż pozwala nie tylko na rozłożenie przedmiotu na części, ale też ułożenie ich w takim porządku, w jakim one powstawały (rodziły się) (s. 223). Rozbiór może być bezwzględny lub względny: "Kiedy rozbiory nasze same z siebie są zupełne, mamy wiadomości bezwzględne, to jest wiemy, czym są rzeczy w sobie samych. (...) znamy naturę, czyli istotę rzeczy".

Przy rozbiorach względnych nabywamy wiadomości tylko co do tego, że wiemy, czy są rzeczy względem nas. "Kiedy np. wyliczam wszystkie własności w złocie odkryte, czynię rozbiór, który nie jest zupełnym, tylko w stosunku do wiadomości o tym metalu nabytych, ale przez to nie nabieram lepszego poznania czym on jest sam w sobie" (s. 224). Dokonując zaś rozbioru trójkąta na trzy boki, otrzymuję rozbiór zupełny. Rozbiór ma jeszcze tę zaletę, iż skłania do czynienia porównań, szukania powiązań między częściami składowymi rzeczy i źródła ich powstania (zarówno relacji między rzeczami, jak i samych składników rzeczy).

W wyjątku z Encyklopedii Francuskiej Condillac podkreślał, iż rozbiór jest "prawdziwym sekretem nabywania wiadomości" (s. 226). Natomiast jeśli chodzi o język ludzki, to stwierdzał, iż "Naród, który złe podobności obiera, tworzy swój język bez precyzji i bez gustu, bo szpeci swe myśli przez obrazy, które nie są do myśli podobne albo je upadlają" (s. 235).

Na zakończenie Znosko podał tekst Condillaca, w którym ten punktował ludzkie przywary:

  1. nie dostrzegamy cząstki tego, co się w nas dzieje,
  2. roimy w sobie to, czego w nas nie ma,
  3. to, co w nas jest, wystawiamy sobie inaczej niż jest (s. 245)

a tak naprawdę, to powinniśmy być pewni, że "nie roimy w sobie tego, czego w nas nie ma i że nie wystawiamy sobie fałszywie tego, co jest i jeśli tego dokażemy, odkryjemy w nas wiele rzeczy, o których żeśmy wprzódy najmniejszego podejrzenia mieć nie mogli, a wtedy widząc nas prawie zupełnie takimi, jakimi jesteśmy chyba tego tylko nie dostrzeżemy, co dostrzec jest rzeczą całkiem niepodobną" (s. 246), a "wszystkie omyłki, które w tej mierze popełniamy, pochodzą jedynie stąd, że wyobrażamy fałszywie to, co czujemy, bo wyobrażać fałszywie to, co w nas jest, jest to nie widzieć tego co jest, a widzieć to, czego nie ma" (s. 246).

Pytania testowe[edytuj]

  • Jakiej metody badawczej był zwolennikiem Condillac? ...


Przypisy

  1. Condillac Etienne Bonnot de, Logika czyli pierwsze zasady sztuki myślenia, przeł., uzup. i oprac. Jan Znosko, Wilno 1802. wydanie internetowe. W Śląskiej Bibliotece Cyfrowej umieszczono drugie wydanie tego podręcznika z 1808 roku. Natomiast w Polskiej Bibliotece Internetowej podano Traktat o wrażeniach zmysłowych Condillaca.

Powrót do spisu treści