Mentalizm/Hipnoza i sugestia

Z Wikibooks, biblioteki wolnych podręczników.
Skocz do: nawigacja, szukaj
Wikipedia, nasz siostrzany projekt, zawiera artykuł na temat hipnozy.

Część niniejszą książki poświęciłem hipnozie oraz sugestii, starając się dostrzec do najbardziej miarodajnych źródeł informacji. Nie poświęciłem praktyce hipnozy tyle czasu, ile mógłbym i pewnie ile powinienem, aby uczciwie opisać to w książce, do czego się przyznaję. Moje doświadczenia w tym temacie mówią mi jednak, że znaczenie hipnozy oraz jej prawdziwy obraz jest w większości ludzkich umysłów znacznie przekształcony i przeceniony. Hipnoza owszem, jest intrygująca, zawiera w sobie pewien potencjał medyczny, przynajmniej dla pewnej części ludzi, podatnych na sugestię, można też skorzystać z autohipnozy, aby poprawić swoje wyniki lub skuteczność uczenia się.

Kiedyś byłem dosłownie pochłonięty ideą reinkarnacji i możliwościami, jakie rzekomo hipnoza daje pod względem regresji do poprzednich wcieleń. Próbowałem nawet kiedyś ją stosować, aby wywołać w sobie te regresje. Jednakże współczesna psychologia zgadza się co do tego, że opisywane przeżycia są w rzeczywistości wymysłem umysłu, który w trakcie “transu” hipnotycznego jest skłonny do konfabulacji, niczym nieskrępowane małe dziecko bawiące się lalkami lub samochodzikiem. Możliwość zaszczepiania wspomnień jest tak dalece realna, że doprowadziła kiedyś do bezprecedensowych procesów, w których dzieci pod wpływem sugestii psychologów i prawników oskarżały rodziców o molestowanie i satanistyczne praktyki[1]. Nasze wspomnienia nie są trwałe, pamięć nie jest jak dysk twardy, a mózg lubi płatać nam figle, dlatego nie możesz mieć pewności, że wszystko to, co pamiętasz, było realne, chociaż niektóre np. traumatyczne wydarzenia, które naprawdę się nie odbyły, mogą nawet wywołać syndrom stresu pourazowego, na co cierpieli ludzie twierdzący, że zostali uprowadzeni przez kosmitów[2].

Hipnoza więc niekoniecznie wspomaga pamięć a na pewno nie prowadzi do wspomnień o wcześniejszych inkarnacjach, więc nikt poważny nie stosowałby jej do tego celu i nie uważał, iż jest ona dowodem na słuszność idei reinkarnacji. Mimo to istnieje kilka sugestywnych przykładów, które skłaniają nas do zastanowienia się, czy jedno życie rzeczywiście nie ma wpływu na jakieś kolejne, kilka z nich opisał choćby profesor psychiatrii Ian Stevenson w swoich Twenty Cases Suggestive of Reincarnation (która miała także swoje wydanie w języku polskim) oraz w kilku późniejszych publikacjach na ten temat[3].

Zastanawiałem się też, w jakim stopniu sugestia ma związek z przeżyciami z pogranicza śmierci, w skrócie NDE, szeroko rozpowszechnionymi chyba głównie dzięki pracy dr Raymonda Moodyego. Nie odważę się jednak napisać na ten temat. W moim mniemaniu problem ten jest trywialny, a zjawiska towarzyszące stanom bliskim śmierci można wyjaśnić bez uciekania się do tworzenia pozazmysłowych światów. Znam relacje przynajmniej kilku ludzi po tych doświadczeniach, których przekaz różnił się znacząco od szumnego przekazu dr Moodyego w jego książce Życie po Życiu i dalszych jej kontynuacjach. Uważam, że znacznie lepiej jest spojrzeć własnej śmiertelności w oczy niż uciekać przed lękiem w stosunku do śmierci w stronę religii i takich spraw jak NDE. Śmierć jest końcem. Kropka. Period.

Czym naprawdę jest hipnoza?[edytuj]

Franz Mesmer uważany jest tradycyjnie za prekursora hipnozy.

W 1778 roku przyjechał do Paryża pierwszy prawdziwy hipnotyzer, Franz Anton Mesmer[4]. Mimo swoich naiwnych poglądów, mówiących o tajemniczym płynie krążącym w ludzkim ciele i wszechświecie, którego zakłócanie jest przyczyną ludzkich dolegliwości i kosmicznych problemów, uzdrawiał on swoich pacjentów używając wpierw magnesów, potem dłoni, za pomocą których kreślił w powietrzu wyobrażone kręgi regulując przepływ nieistniejących w ludzkim ciele cieczy. Musiała to być zaiste widowiskowa terapia: pacjenci siedzący wokół wanny wypełnionej wodą na powierzchni której pływały małe opiłki żelaza, unoszone jedynie powierzchniowym napięciem płynu. Pacjenci, którzy stykają się kolanami, aby ich wewnętrzny fluid mógł swobodnie przepływać przez pory w skórze. Chore części ciała stykały się ze sterczącymi z wanny metalowymi prętami. W tle grała muzyka, niepośledniej urody asystentki zapewniały zaspokojenie wszelkich potrzeb dotykowych, co niektóre znerwicowane pacjentki musiało przyprawiać o konwulsje.

Mesmer wkraczał w którymś momencie terapii, przyodziany w purpurowy płaszcz, dzierżąc w dłoni wielkie, magnetyczne berło, niczym król z podrzędnego filmu fantasy. Wieńczył terapię przesuwając owym urządzeniem nad ciałami kobiet, ich twarzami, brzuchem i piersiami. W podobnej sytuacji może dojść do psychosomatycznego wyzwolenia tłumionego popędu seksualnego i czasem zdarza się np. w klasztorach żeńskich, gdzie praktykowany jest celibat, w każdym razie znane są tego opisy z przeszłości.

Bardzo głośne i wyraziste reakcje pacjentek Mesmera nie były przekonującym argumentem dla komisji królewskich, które kwestionowały skuteczność terapii i istnienie fluidalnych energii w ciele ludzkim. Mimo to wzrastała jego popularność, a potem popularność jego następców, którzy wzbogacali teorie Mesmera o inne dziwne sprawy, jak choćby o zakwestionowaną obecnie frenologię, czyli połączenie cech charakteru z określonym kształtem czaszki, zwłaszcza niektórymi wypukłościami i wgłębieniami.

W latach 40. XIX wieku, czyli jakiś czas przed wprowadzeniem chemicznej narkozy, zamieszkały w południowych Indiach lekarz John Esdaile przeprowadził kilkaset operacji, podczas których za znieczulenie służył tzw. “mesmeryczny sen”. Nieco wcześniej portugalski kapłan i lekarz José Custudio di Faria równieży wykorzystywał hipnozę w ten sposób, tyle, że jako pierwszy zwrócił uwagę, że idee magnetyzmu postulowane przez Mesmera to zwykła fikcja, a za sen pacjentów odpowiada sugestia. Nakazywał po prostu swoim pacjentom by zamykali oczy i zapadali w sen, nie bawiąc się w całą teatralną gestykulację i widowiskowe otoczenie.

Wkrótce więc pojawiło się pojęcie hipnotyzm, którego użył w 1841 roku inny lekarz, James Braid. Jego nazwa stanu hipnozy zainspirowana została przez greckiego boga snu Hypnosa. Braid wprowadzał swoich pacjentów w trans nakazując im wpatrywanie się w jaskrawe światło. Cała magnetyczna otoczka Mesmera nie była już potrzebna, a nawet była coraz częściej ośmieszana w obliczu nowej wiedzy dotyczącej elektryczności i anatomii człowieka.

W późniejszym okresie, już na przełomie XIX i XX wieku, rywalizowało ze sobą dwóch lekarzy, francuski neurolog Jean Martin Charcot i profesor uniwersytetu w Nancy Hipolit Bernheim, prezentujący nieco inne widzenie hipnozy. Charcot utożsamiał hipnozę z epilepsją (czyli ówczesną histerią). W jego eksperymentach brały udział kobiety dotkniętą epilepsją, czyli pewnie w wielu przypadkach niezaspokojone seksualnie i emocjonalnie damy. Bernheim wyrażał swoimi poglądami nieco bardziej współczesny trend, oddzielał hipnozę od histerii koncentrując się na sugestii werbalnej i poświęcając uwagę innym dolegliwościom.

Wraz z początkiem XX wieku rozpowszechniły się w Europie inne formy terapii i medycyna coraz szybciej się rozwijała. Dlatego zainteresowanie hipnotyzmem znacznie spadło, a hipnoterapeuci mieli mniej i mniej pacjentów. Gdy wkrótce potem Freud spłodził psychoanalizę, hipnoza została zapomniana.

Nowoczesną hipnoterapię rozwinął chyba Amerykanin, Milton Erickson żyjący w latach 1901-1980. Proponował hipnotyzerom, aby zamiast rozkazujących form “będziesz” stosowali zwroty w stylu “możesz”, co jest dziś wykorzystywane. Erickson cierpiał bóle z powodu choroby Heinego-Medina, które kontrolował stosując autohipnozę. Miał niezwykle elastyczne podejście do tematu twierdząc, że nie ma nieodpowiednich pacjentów, są jedynie mało elastycznie hipnoterapeuci.

Podejście Ericksona do hipnozy daje szczególny przedsmak tego, czym jest sugestia i jak dalece zawoalowane mogą być sugestie hipnotyczne. Derren Brown w książce Sztuczki umysłu przytacza anegdotę, przedstawiającą rozmowę Ericksona z dwunastolatkiem, który w nocy moczył łóżko. Erickson rozmawiał z nim sam na sam, w cztery oczy, rozwodząc się nad koordynacją mięśni niezbędną do uprawiania sportów, jakie uprawiał jego młody pacjent i jego brat. Dokładne opisy automatycznych konfiguracji mięśni, jakimi raczył Erickson tego chłopaka, stanowiły ukrytą sugestię hipnotyczną, którą stosował jeszcze przez cztery sesje, po których chłopak przestał się moczyć. W innym, podobnym przypadku powiedział tylko publicznie rodzicom w obecności chłopca, że jest oczywistym, iż się moczy, ponieważ ma dopiero dziewięć lat, z całą pewnością jednak przestanie, gdy stanie się dużym dziesięciolatkiem. W dniu 10. urodzin sugestia odniosła skutek.

Podobne anegdoty, mimo, że zachwycają, zwykle ubarwione są znacznie i przyozdobione, przez co nie do końca prawdziwe. Nie przeszkadza to niektórym szkołom hipnoterapii postericksonowskiej i wyrosłej z tego pnia NLP, czyli Programowaniu Neurolingiwstycznemu, na nauczanie za pomocą takich właśnie, niesprawdzonych anegdot. Skuteczność tych metod opiera się prawie wyłącznie na historyjkach, z pominięciem rzetelnych dowodów i doświadczeń, które po prostu nie istnieją. Pojawia się więc problem, aby oddzielić ziarno prawdy od plew fikcji, tym bardziej, że dowiedziono Ericksonowi, iż nie zawsze sporządzał rzetelne sprawozdania swoich sesji terapeutycznych. W zabawny sposób swoje wątpliwości co do skuteczności terapii Ericksona wyraził choćby Peter McCue, komentując analizę pewnej wypowiedzi Ericksona do jego córki: “To żelastwo, które nosisz w ustach jest strasznie niewygodne i nieźle się namęczysz, żeby do niego przywyknąć”, że współczesny badacz w tym zdaniu dostrzeże tylko fakt, że osoba nosząca aparat namęczy się, zanim się do niego przyzwyczai, natomiast zwolennicy Ericksonizmu widzieli w tym sugestie hipnotyczne.

Aby przeprowadzić dziś rzetelne testy jego terapii, które spełniałyby wymogi współczesnej, nieubłaganej metodyki, należałoby wskrzesić jakiegoś charyzmatycznego hipnoterapeutę, gdyż dzisiejsi związani z tym ludzie zwykle są charyzmy pozbawieni.

Porzućmy ten przydługi wstęp i zakończmy go ubolewaniem nad faktem, że magiczna otoczka, jaka otaczała Ericksona była i wciąż jest pożywką dla późniejszych zwolenników NLP, często równie zagorzałych i ortodoksyjnych oraz zaślepionych własną ignorancją jak wyznawcy religii. Odwrócona od hipnozy uwaga została skierowana na inne, fałszywe formy terapii. Wniosek jednak pozostał ten sam: hipnoza nie jest skuteczna dzięki dosłownie wypowiadanym, skomplikowanym formułom, skrupulatnie zapisanym w podręcznikach dotyczących sugestii. Hipnoza jest skuteczna, ponieważ zahipnotyzowana osoba w nią wierzy.

Współczesne spojrzenie na hipnozę[edytuj]

Hipnoza to coś w rodzaju aktorstwa i przedstawienia, nie jakiś specyficzny, odmienny stan świadomości.

Jak pewnie słusznie zwróciłeś uwagę, spora część tej książki jest próbą obalenia mitów dotyczących jakiegoś aspektu mentalizmu, wyrosłych na drodze popularności telewizyjnych seriali i skłonności ludzi do wiary w anegdoty oraz tabloidowe historyjki. No bo czym w zasadzie jest hipnoza? Zwykle wyobrażamy sobie, że hipnotyzer jest osobą, która posiada jakieś szczególne zdolności, dzięki którym wprowadza ludzi w trans, choćby na scenie i nakazuje im, aby udawali, że uprawiają seks z miotłą lub masturbują mikrofon. Taka osoba jest zahipnotyzowana w naszym rozumieniu. Albo gdy wyznawcy dziwnej sekty religijnej popełniają masowe samobójstwo możemy stwierdzić, że byli zahipnotyzowani, choć jednocześnie powszechny jest pogląd, że nie można w czasie transu hipnotycznego zrobić czegoś wbrew woli. Czy osobą zahipnotyzowaną są ludzie poddawani operacji bez narkozy, znieczuleni tylko siłą sugestii?

W niektórych filmach bohaterów nakłania się z pomocą hipnozy do popełniania zbrodni, Derren Brown w jednym ze swoich show podczas długiego przygotowania namówił człowieka, aby na jego polecenie dokonał zabójstwa, co miało sugerować, że w opowieściach o CIA wykorzystujących hipnotycznych agentów może tkwić ziarno prawdy. Może słyszałeś w wiadomościach o tajemniczym hipnotyzerze, który namawiał staruszków do wypłacania mu swoich oszczędności.

Przez całe to różnorodne wyobrażenie hipnozy trudno zdefiniować tutaj jakieś konkretne zjawisko. Niektórzy nazwą autohipnozą słuchanie muzyki relaksacyjnej. Ktoś może stwierdzić, że hipnoza to rodzaj transu lub że trans jest wymagany w hipnozie. Punkt widzenia, w którym hipnozę określa się jako specjalny stan, jest dziś szczególnie popularny. Podłożem takiego założenia jest stwierdzenie, że zahipnotyzowana osoba dokonuje czegoś, czego nie jest w stanie dokonać lub czego nie dokonałaby niepoddana hipnozie. Współczesna nauka dowodzi jednak, że większość niezwykłych zjawisk, jakie towarzyszą ludziom zahipnotyzowanym, można uzyskać odpowiednio ich motywując, bez uciekania się do wprowadzania ich w trans.

Hipnoza przyjmuje dziś określony kształt w ludzkiej świadomości, w dużej mierze przez scenicznych iluzjonistów hipnotyzerów, którzy wykorzystują ją w swoich pokazach. Pamiętajmy jednak, że magia nie jest prawdziwa, to tylko sztuczki. Oczywiście nie posądzam Cię o coś tak małostkowego jak wiarę w prawdziwość scenicznych iluzji.. Tak więc jak słowa “magia” używamy, aby określić efekt końcowy szerokiego wachlarzu sztuczek i trików, których magik używa aby osiągnąć określony efekt, tak samo słowa “hipnoza” należałoby użyć w określeniu tego, co stanowi końcowy skutek działań hipnotyzera.

Na tym właśnie polega hipnoza, która jednocześnie stanowi doskonałe odzwierciedlenie możliwości ludzkiego umysłu, co szczególnie ujawnia się w przypadku umysłów podatnych na sugestię. Jeżeli hipnotyzowana osoba ma pewne oczekiwania, obawy czy opinie na temat hipnozy, może się zdarzyć, że uwierzy w sugestię hipnotyzera, jeżeli ten poda ją w odpowiedni sposób, np. bez wyrazów zwątpienia, z pewnością siebie. W ten sposób hipnotyzowana osoba uruchomi wewnętrzne mechanizmy umysłowe, które pozwolą jej osiągnąć pozornie niemożliwe rzeczy.

Niezwykle trudno jest wytłumaczyć, co dzieje się z zahipnotyzowaną osobą. Doświadczenie wynikające z działań scenicznych hipnotyzerów pozwala określić, że część populacji ludzkiej jest bardzo podatna na hipnozę, część jest niepodatna, część tylko częściowo. Średnio 20% ludzi jest niepodatna na hipnozę i nie da się ich zahipnotyzować, nawet jeśliby bardzo tego chciały. Właściwie sprowadza się to do podatności na sugestię. Z drugiej strony około 20% ludzi jest na sugestię szczególnie podatna[5], dlatego hipnoza działa na nich bardzo mocno, prawdopodobnie da się ich zahipnotyzować bezpośrednio na ulicy i pod wpływem poleceń mogą mieć halucynacje, nie odczuwają bólu lub zapachu a w skrajnych przypadkach okradają bank lub dokonują morderstwa (to przykłady z programów Derrena Browna, możesz poszukać w sieci, jeśli masz ochotę obejrzeć lub zamówić na DVD).

W przypadku scenicznej hipnozy dodatkowym czynnikiem zwiększającym skuteczność sugestii jest presja grupy i autorytarność hipnotyzera. W takim przypadku osoba pod presją będzie tylko udawać stan hipnozy, np. będzie upierać się, że doświadczyła jakiegoś sugerowanego stanu, aby uniknąć zakłopotania z faktu, że jednak niczego nie odczuła. Niektórzy podatni na sugestię ludzie mogą już nawet po fakcie, we wspomnieniach wmawiać sobie, że hipnoza na nich działała i że np. wygłupiali się na scenie. Pozwala im to zrzucić odpowiedzialność za ich nieakceptowalne zachowanie na hipnotyzera. Dodatkowo też ktoś może poczuć się lepszym dzięki temu, że on naprawdę doświadczył czegoś niezwykłego podczas hipnozy, a to przeświadczenie o własnej wyższości jest czynnikiem motywującym do konfabulacji pod względem własnych wspomnień.

Trudno posądzać większość ludzi pod hipnozą o oszukiwanie. Specyficzne warunki sceniczne (lub laboratoryjne) sprzyjają pojawieniu się innych czynników, niezależnych od motywacji i woli ludzi pod hipnozą. W wielu przypadkach hipnotyzer chce utrzymać swoją reputację, więc może nawet zachęcać do oszukiwania swoje ofiary, czego skrajnym przykładem jest anegdota opowiedziana przez Paula McKenna, wykształconego hipnotyzera i pisarza, w której hipnotyzer nie mogąc znaleźć podatnej na sugestię osoby poprosił po kryjomu jakiegoś przypadkowego widza o to, aby udawał w zamian za obietnicę 50 funtów nagrody. Oczywiście ten przystał na to i posłusznie udawał zahipnotyzowanego. Po występie hipnotyzer udał, że wprowadza go w trans i powiedział publicznie: “Gdy się obudzisz, będziesz przekonany, że jestem ci winien 50 funtów...”.

Niektórzy ludzie nie mają serca zepsuć zabawy, więc udają niechętnie, że są pod wpływem hipnozy. Hipnotyzer może jeszcze wzmacniać ten efekt korzystając z warunkowania, obchodząc się szorstko z ludźmi, którzy nie są zbyt podatni na jego sugestie i onieśmielająco do ludzi, którzy chętnie je wykonują. Kolejny przykład - człowiek bardzo chce być zahipnotyzowanym, czego efektem jest znowuż udawanie, gdyż bardziej przejmuje się on tym, czy naprawdę jest pod wpływem swojego wyobrażenia o hipnozie, czy też nie jest. Potem będzie sobie wyobrażać, że naprawdę był pod wpływem hipnotyzera.

No i wreszcie część ludzi bezdyskusyjnie podporządkowuje się nakazom członków grupy, do której uważają, że przynależą. Dla nich hipnoza może być pretekstem do wykonania czegoś szalonego, bez odpowiedzialności za ten czyn, przez co chętniej udają. Nawet więc jeśli takie osoby nie były naprawdę w transie, często będą przekonane po fakcie, że hipnotyzer rzeczywiście posiada jakieś umiejętności.

Wikipedia, nasz siostrzany projekt, zawiera artykuł na temat eksperymentu Milgrama.

W każdym z tych przypadków o których piszę, nie ma potrzeby odwoływania się do hipnozy jako szczególnego stanu. Dodatkowo poczucie podatności na hipnozę wzmacnia fakt, że trudno nam się oprzeć nakazom osób, które uznajemy za autorytety. Koronny eksperyment przeprowadził w tej materii Stanley Milgram już w latach 60. XX wieku, pozwalając aby stereotypy i błędne poglądy dotyczące własnej podatności na sugestię zderzyły się z rzeczywistością. Jeżeli interesujesz się psychologią lub czytałeś szczegółowo całą książkę, jest wielce prawdopodobne, że słyszałeś o tym eksperymencie, lecz mimo to pozwolę sobie odświeżyć Twoją wiedzę w tym zakresie.

W standardowej wersji doświadczenia badany obiekt przychodzi do laboratorium, gdzie witają się z nim ubrany w kitel naukowiec i rzekomy drugi ochotnik, który jednak jest pomocnikiem badacza. Po ustawionym losowaniu ról badany zostaje “nauczycielem”, bo właśnie metod nauczania ma dotyczyć eksperyment, jak się mu mówi. Uczniem zostaje druga, podstawiona osoba i nauczyciel widzi, jak badacz przyczepia jej do nadgarstków elektrody i wyprowadza go do innego pomieszczenia. Aby podnieść jeszcze stawkę podstawiony uczeń informuje, że ma problemy z sercem. To, co dzieje się w dalszej części eksperymentu mogłoby stanowić treść serialu kryminalnego. Przed badanym, w zasięgu jego ręki znajduje się panel z dźwigniami, opisanymi obrazowymi określeniami typu “lekki wstrząs”, silny wstrząs” itd. i ostatnie, XXX, mające w wyobraźni badanego wykreować śmiertelność tego rodzaju napięcia, jakie przepłynie przez ciało podstawionego ucznia po naciśnięciu tej dźwigni. Eksperyment ma być prosty w założeniach, jakie podaje się badanemu - gdy podstawiony uczeń nie odpowie na pytanie, nauczyciel, czyli prawdziwy badany, naciska dźwignię, za każdym razem zwiększając napięcie. Kara w ten sposób “ucznia” za błędne odpowiedzi.

Oczywiście sytuacja jest podstawiona a “uczeń” to w rzeczywistości niespełniony aktor, wcielający się bardzo wyraziście w swoją rolę. Nie odczuwa żadnych impulsów elektrycznych, ale gra tak, jakby były one dla niego coraz silniejsze. Całe badanie polega więc na odpowiedzi na pytanie, jaki odsetek badanych, pod wpływem tylko nalegań ubranego w kitel badacza, czyli autorytetu, naciśnie ostatnią, śmiertelną w wyobraźni badanych dźwignię.

Najciekawsze jest to, że psychologowie pytani przed eksperymentem, jaki odsetek ludzi dojdzie tak daleko, byli przekonani, że najwyżej 0,1% wszystkich badanych. Efekt jednak był nieco inny, wielokrotnie powtarzany w różnych wariantach eksperyment wskazywał na 40-60% ludzi, czyli około połowy, którzy wykonali śmiertelny szok, jedynie pod wpływem nalegań badacza w kitlu, którego wcześniej nie znali. Co ciekawe, niektóre narody wypadają gorzej w tym eksperymencie, choćby Niemcy.

Badani pocili się, trzęśli z przerażenia i długo wahali, ale wystarczyły spokojne nalegania badacza, aby kontynuowali naciskanie dźwigni. Teraz porównaj tę sytuację z apodyktycznym magikiem, który poleca komuś zrobić coś niezbyt szkodliwego.

Wracając do hipnozy, warto powiedzieć co nieco na temat podatności na sugestie, która jest źródłem możliwości zahipnotyzowania kogokolwiek. Mówiłem Ci już o tym, że około 20-30% społeczeństwa wykazuje pewną podatność na sugestię, którą można zmierzyć specjalną stanfordzką skalą podatności hipnotycznej, opracowaną już w latach 50. XX wieku przez psychologów ze Stanford University, jak wskazuje jej nazwa. Skala jest dwunasto-punktowa, badanie polega na podaniu kolejnych sugestii hipnotycznych, np. zasugerowaniu osobie zahipnotyzowanej, że trzyma w ręku odważnik lub że nie odczuwa zapachu. Na podstawie tego badania wystawia się ocenę podatności w skali od 0 do 12, gdzie 0-4 oznacza niską podatność, 5-7 średnią i 8-12 wysoką. Około 95% populacji otrzymuje w tym badaniu co najmniej 1 punkt, ale ogromna większość celuje gdzieś w środek skali.

Podatność ta jest prawdopodobnie niezmienna przez całe życie, o czym świadczą niektóre doświadczenia, być może jest także dziedziczona w jakimś stopniu[6]. Cechy hipnotyzera nie mają wyraźnego wpływu na podatność na hipnozę, tak samo jak nie wpływa na to chęć hipnotyzowanej osoby, chociaż w pewnym stopniu negatywne uczucia związane z hipnozą mogą ją powstrzymywać. Przeprowadzone badania pozwalają jednocześnie przypuszczać, że podatności na hipnozę nie sprzyjają takie cechy osobowości jak łatwowierność, histeria, zaburzenia psychopatologiczne, zaufanie, agresywność, uległość, wyobraźnia, ustępliwość. Także indywidualne zdolność do izolowania się od otoczenia w czasie stanów koncentracji, np. czytania lub słuchania muzyki, nie są skorelowane z podatnością na sugestie[7].

Poddani w warunkach laboratoryjnych hipnozie ludzie opowiadają, że odczuwają wykonywanie zasugerowanych przez badacza czynności jako automatyczne, bez wysiłkowe. Naukowcy potrafią wywołać wszystkie stany, jakie wywołują u ludzi hipnotyzerzy sceniczni - halucynacje, przymusowe zachowania, utratę pamięci, fałszywe wspomnienia itp.

Hipnoza ma zastosowanie w medycynie jako środek łagodzący ból i stany lękowe, dzięki czemu sprzyja szybszemu powrotowi do zdrowia u pacjentów po zabiegach chirurgicznych. U niektórych podatnych na sugestię osób działanie przeciwbólowe jest znacznie silniejsze niż takie samo działanie placebo. Szeroko przeprowadzona meta-analiza pokazała 75% skuteczność hipnozy w uśmierzaniu bólu towarzyszącego takim chorobom jak nowotwory. W niektórych przypadkach jej siła dorównywała i przewyższała działanie morfiny[8].

Udało się nawet zahipnotyzować ludzi podczas wielkiego wysiłku fizycznego, jadących na rowerze, czyli jak widać nie potrzebny do tego jest jakiś specjalny stan relaksu.

A co z pamięcią? Niektórzy sądzą bowiem, że w czasie hipnozy można doświadczyć niezwykle bogatych w szczegóły wspomnień, a nawet cofnąć się w czasie do poprzednich wcieleń! Oczywiście nie są to prawdziwe poprzednie wcielenia, jak pewnie chcieliby niektórzy wyznawcy New Age i podobnych duchowych ruchów. Pamięć ma charakter odtwórczy i w normalnych wypadkach człowiek bez trudu odróżnia prawdziwe wspomnienia od wyobrażonych, chociaż czasem może mieć wątpliwości i w odpowiednich warunkach możliwe jest zaszczepienie nieprawdziwych wspomnień. W trakcie hipnozy mechanizmy odpowiedzialne za oddzielanie prawdziwych od zmyślonych wspomnień nie działają normalnie, więc taka osoba może z łatwością uwierzyć, że jej zmyślone wyobrażenie o byciu Napoleonem lub faraonem jest prawdziwe. Nie jest żadnym problemem wywołanie u zahipnotyzowanych osób nawet traumatycznych wspomnień z dzieciństwa, dlatego hipnoza nie jest szczególnie dobrym narzędziem w niektórych formach psychoterapii, aczkolwiek niektóre eksperymenty pokazują jej dodatnie znaczenie w tym temacie, przy leczeniu otyłości, bezsenności, niepokojów i nadciśnienia[9][10]. Jednakże już alkoholizm czy uzależnienie od narkotyków nie poddaje się hipnoterapii, a dane dotyczące rzucania palenia są niejednoznaczne[11].

W niektórych przypadkach oczywiście skupienie towarzyszące hipnozę sprzyja lepszemu odtworzeniu wspomnień, pokazali to Pogromcy mitów w jednym z odcinków dotyczących hipnozy. W trakcie transu przypomnieli sobie kilka dodatkowych szczegółów pewnego relacjonowanego przez nich zdarzenia.

Hipnoza nie jest też jakąś szczególną formą snu, chociaż często w trakcie transów hipnotycznych częstotliwość pracy mózgu jest zbliżona do tej, jaką odczuwa się podczas głębokiego relaksu i tuż przed zaśnięciem. Osoby poddane hipnozie są jednak w pełni świadome swojego otoczenia.

No i ostateczny mit - czy osoba będąca pod wpływem hipnotyzera, może dokonać jakiejś zbrodni jak choćby kradzieży lub nawet morderstwa? Badania laboratoryjne pokazują, że osoby pod wpływem hipnozy zachowują się zgodnie z ich systemem moralnym. Jednakże inteligentny hipnotyzer jest w stanie wmówić podatnej osobie, że przeżywa sen lub ma do wypełnienia szczególny rodzaj misji. W ten sposób właśnie Keith Barry namówił swoją ofiarę, aby dosypała czegoś do kawy przypadkowej osobie spotkanej w barze, a Derren Brown poszedł nieco dalej i podczas długiego okresu pracy z pewnym mężczyzną sprawił, że ten podczas występu w teatrze pełnym ludzi widząc sukienkę w kropki, wziął pistolet i zastrzelił grającego na scenie komika, który na szczęście wiedział o wszystkim i cała sprawa była ustawiona, oprócz tego zahipnotyzowanego człowieka, jak uparcie twierdzi Derren.

Myślę, że z tą wiedzą, którą Ci przekazałem masz już nieco jaśniejsze pojęcie o hipnozie, z pewnością bardziej realne niż jej obraz rysowany w zbiorowej świadomości. Zanim jednak opowiem Ci, jak zabrać się za hipnotyzowanie znajomych, pozwól że rzucę okiem na pozornie nadzwyczajne zjawiska, jakie czasem towarzyszą transom hipnotycznym.

Nadzwyczajne zjawiska hipnotyczne[edytuj]

Jak pokazał szereg doświadczeń i badań, nie ma takiej rzeczy, którą wykona osoba pod wpływem hipnozy, a której nie wykonałaby inna osoba, niepoddana hipnozie, ale odpowiednio zmotywowana. Niczym nadzwyczajnym więc nie są zwiększenie siły mięśni, sprawności uczenia się i ostrości zmysłów. Pamiętam, jak testowałem kiedyś zioło o nazwie wrotycz pospolity (Tanacetum vulgare), powszechne na polskich łąkach. Zawiera ono ciekawą substancję, tujon, który kiedyś był składnikiem popularnej, silnie uzależniającej i wywołującej halucynacje wódki, ale dziś Unia Europejska w swojej trosce o obywateli zakazała dodawania zbyt dużych jego ilości do absyntu.

Mimo to tujon w optymalnych dawkach ma korzystne działanie na organizm, m.in. pobudza układ nerwowy, wywołuje stan pobudzenia, a dodatkowo ma działanie antybakteryjne, fungistatyczne i przeciwpasożytnicze. Ponieważ wbrew temu, co twierdzą niektórzy producenci leków i dziwnych specyfików, niewiele jest substancji, które pobudzają mózg do pracy i polepszają pamięć bez efektów ubocznych. Jedyne udowodnione działanie ma kofeina podana w postaci kawy z miodem. Działanie innych lekarstw i suplementów jest co najwyżej mało wymierne, dlatego chętnie skorzystałem ze starożytnego przepisu na wiosenny omlet z wrotyczem, tym bardziej, że jego żółte, drobne kwiaty uśmiechają się do mnie tuż zza płotu niczym malutkie słoneczka.

Ponieważ byłem nastawiony na to, że tujon zawarty we wrotyczu zadziała, poczułem wyostrzenie się wzroku. To było całe odczuwalne działanie, które prawdopodobnie wynikło z autosugestii. No a co np. z cebulą? Mógłbyś zapytać. Naturalnie nie mówię tutaj o jej właściwościach pobudzających mózg, mówię o sztuczce polegającej na wmówieniu zahipnotyzowanej osobie, że cebula to jabłko. Taki biedak pałaszuje potem wielką cebulę (rzeczywiście wykorzystuje się do tego triku dużych cebul, które nie są tak ostre w smaku jak te małe), zabijając bakterie w swoich ustach i podnosząc sobie poziom witamin. Nie ma w tym jednak nic nadzwyczajnego i odpowiednio zmotywowana osoba zrobiłaby coś podobnego. Pamiętam choćby popularny w Polsce show, podczas którego jeden z uczestników założył się z występującym tam gościem, że nie zje cebuli. Ekipa w zadziwiająco szybkim tempie znalazła w studio wielką cebulę, widocznie związani z telewizją ludzie jedzą sporo witamin na śniadanie lub telewizja dorabia sobie handlem warzywami. Tamten człowiek zanim zrezygnował z tego pomysłu, wziął kilka sporych gryzów i to z łupinami.

Ponieważ hipnoza nie jest jakimś szczególnym stanem, warto spojrzeć na nieco bardziej niesamowite zjawiska, jak choćby bezbolesne operacje.

Odpowiednio pokierowana sugestia hipnotyczna pozwala, aby poddany obiekt przebił sobie skórę igłą, kobieta urodziła bez zbędnego stresu i bólu, a pacjent będąc przytomnym poddał się operacji i przyglądał się krzątającym się przy nim chirurgom. Wygląda więc na to, że hipnoza mogłaby stanowić narzędzie szerszego stosowania w medycynie. No dobra, ale przecież tylko pewien odsetek ludzi jest podatnych na jej działanie w odpowiednim stopniu, więc nie dla każdego byłaby to dobra metoda. Pamiętajmy też, że możliwym jest, aby podatny na sugestię odsetek populacji z grubsza pokrywał się z tą częścią ludzkości, która ma większą niż przeciętna zdolność do kontrolowania bólu.

Dziś można zmniejszyć znacznie ból pacjenta, nie uciekając się wcale do hipnozy, chociażby wykorzystując efekt placebo.

Gdybyśmy pogrzebali głębiej w źródłach opisujących anatomię człowieka być może odkrylibyśmy fakt, że to skóra jest tym organem, który jest w największym stopniu odpowiedzialny za odczuwanie bólu. Organy wewnętrzne nie muszą być bardzo wyczulone na ból z biologicznego punktu widzenia. Prawdopodobnym więc jest, że współcześnie medycyna wykorzystuje powszechnie narkozę zamiast miejscowego znieczulenia tylko po to, aby zminimalizować strach i niepokój, jakie z pewnością odczuwają pacjenci podczas operacji, nie dlatego, że to konieczne.

Dodatkowo hipnotyczne operacje zwykle wykonuje się przy miejscowym znieczuleniu skóry właśnie - pewnie już nie muszę tłumaczyć, co to znaczy. W świetle takiej wiedzy, nadzwyczajność operacji wykonywanych w stanie hipnozy pacjenta lub operacji bez znieczulenia, jakie podobno wykonywano na popularnym katolickim świętym, ojcu Pio, jest nieco mniejsza.

Ciekawym aspektem hipnozy są halucynacje. Padanie tomografem pozytonowym wykazały, że podczas zwykłego wyobrażania sobie czegoś pracują inne obszary mózgu, niż w trakcie halucynacji hipnotycznych. Gdy podczas marzeń sennych widzimy wyobrażone sceny, są one tak realne, że bardzo rzadko zdajemy sobie sprawę z faktu, iż to tylko sen.

Gdybyś przez moment się skupił lub jakoś zmotywował, pewnie udałoby Ci się przywołać żywe wyobrażenie Arnolda Schwarzeneggera lub papieża Benedykta stojącego gdzieś na środku pokoju z tym swoim dziwnym uśmieszkiem (uśmiechy ich obydwu są w moich oczach bardzo podobne). Różnica między osobą zahipnotyzowaną a Tobą polega na tym, że ona nie potrafi odróżnić tego obrazu od wyobrażenia, sugestia hipnotyczna sprawia, iż jest ona przekonana o jego realności, wyłączając jakieś funkcje mózgu odpowiedzialne za to odróżnienie. To właśnie dlatego Ty nie miałbyś problemów, gdyby do Twojego pokoju wszedł prawdziwy papież lub sam Terminator i stanął obok swojej wyimaginowanej wersji, odróżniłbyś ich bez trudu. Jeśli mi nie wierzysz, to wyobraź sobie, że obok Twojego wyobrażenia stoi prawdziwy Scharzenegger.

Niektóre dostępne informacje sugerują, że nawet jeśli części osób przytrafiają się tak silne halucynacje, których nie potrafią odróżnić od rzeczywistości, nie potrzebują one hipnozy, aby ich doświadczyć. Właściwie powinieneś bez problemu sam to przeżyć, jeśli wykonasz małe ćwiczenie. Gdy wstaniesz rano, nie otwieraj oczu, tylko przypomnij sobie swój sen. Z całą pewnością coś śniłeś, czasem jednak było to tak banalne, że tego po prostu nie zapamiętałeś. Jeśli zaczniesz odtwarzać sen, to w pewnym momencie, przy odrobinie szczęścia przyłapiesz się na tym, że śnisz ponownie, ale teraz jesteś tego świadomy i możesz do pewnego stopnia sterować swoimi marzeniami sennymi.

To jedna z technik wywoływania świadomego snu, kolejnego zjawiska, którego wartość jest znacznie przeceniania. Ostrzegam, że gdy zaburzysz naturalny proces konsolidacji pamięci poprzez świadomy sen, Twój mózg w pełni się nie zregeneruje, więc korzystaj z tego raczej tylko sporadycznie, jako odskocznia od szarej rzeczywistości (jeżeli oczywiście jesteś na tyle ślepy, że za szare uważasz te kilka milionów odcieni światła w zakresie widzialnym fal elektromagnetycznych, jakie jest w stanie odróżnić Twoje oko).

Na podobnej zasadzie nietrudno będzie zapomnieć jakiejś informacji, jeśli niezbyt staramy się ją pamiętać, co często jest wykorzystywane w pokazach hipnozy. Oczywiście nieco gorzej to zrobić z takimi danymi jak własne imię, chyba zwykły człowiek nie wyprze go z pamięci siłą woli.

Jak hipnotyzować[edytuj]

Mowa[edytuj]

Hipnotyzer najpierw stymuluje hipnotyzowaną osobę za pomocą odpowiedniego słownictwa, a następnie stara się doprowadzić ją do jakiegoś zachowania. Aby zrozumieć różnicę między subtelną sugestią i rozkazem, np. “Drap się”, przeczytaj poniższy tekst:

Gdy tutaj siedzisz czytając w skupieniu i nie zwracając uwagi na otoczenie, koncentrujesz się na czytanych słowach i im bardziej starasz się o tym nie myśleć, czytając ten rozdział zauważasz, że odczuwasz coraz silniejsze swędzenie.

Jeżeli usłyszysz od kogoś zwykłe polecenie “drap się” lub “swędzi cię”, możesz dokonać decyzji, czy rzeczywiście chcesz się drapać. Ktoś może poprosić Cię o coś, zwiększając szanse, że wykonasz jego polecenie, ale wciąż Ty decydujesz. Większośćludzi nie rozumie różnicy między rozkazem, który zwykle wywołujeopór, a prośbą, najczęściej spotykającą się z pozytywną reakcją. Różnica nie polega na słowach, tylko na fakcie, że prosząc o coś liczymy się z odmową, natomiast gdy wydajemy polecenie, to odmowa spotyka się z naszą negatywną reakcją, tutaj leży właśnie subtelna różnica Jednakże gdy zdanie powiązane jest z czynnościami, jakie właśnie wykonujesz, zawiera wyrażenia “siedzisz”, “czytasz”, “starasz się o tym nie myśleć”, wtedy szansa działania takiej sugestii zdecydowanie wzrasta i język taki jest zdecydowanie bardziej uwodzicielski.

Łatwo skonstruować najprostszą formę sugestii, ma ona strukturę “Gdy robisz to i to, to robisz tamto i tamto”, gdzie pierwsza z wymienionych czynności odnosi się właśnie do czegoś, co osoba hipnotyzowana wykonuje niepodważalnie, np. do jej pozycji, do obiektów na które spogląda, do czegoś, czego oczekuje doświadczyć itp. W ten sposób wypowiedziane zdanie sprawia wrażenie, jakby ta pierwsza czynność była nieodłączną od drugiej, która jest naszą sugestią.

Początkowo więc hipnotyzer może wprowadzić czynnik stymulujący i dopiero potem przejść do prowadzenia:

Gdy tak siedzisz i słuchasz moich słów, twoje oczy są zamknięte, twoje ramiona spoczywają na oparciu fotela, możesz w pełni się rozluźnić słuchając moich słów, twój oddech staje się miarowy i spokojny, możesz pozwolić sobie na zapadnięcie w pewnego rodzaju sen.

Elementy prowadzące w powyższym zdaniu to “możesz w pełni się rozluźnić” i “możesz pozwolić sobie na zapadnięcie w sen”, które następują po zwykłym relacjonowaniu tego, co dzieje się z osobą hipnotyzowaną. Gdy w ten sposób przekażesz ideę rozluźnienia, zostanie ona odebrana jako coś oczywistego i przez to sugestia będzie zaakceptowana przez hipnotyzowanego. Użycie słów “kiedy” lub “gdy”, np. w zdaniach typu “Kiedy tak wsłuchujesz się w mój głos...” pozwala połączyć oczywiste czynności z tymi sugerowanymi, czyli np. z zasypianiem w taki sposób, aby hipnotyzowana osoba myślała, że to działa. Gdyby ktoś spoglądał na to z boku doszedłby do wniosku, że użyłeś jakiejś mocy, aby kogoś uśpić czy wprowadzić w „trans“. W rzeczywistości hipnotyzując kogoś prowadzisz go ku doświadczeniu, które chcesz mu narzucić, prostą droga, tak, jakbyś go uwodził. Warto byś wiedział, że technika stymulowania i prowadzenia jest wykorzystywana w wielu formach perswazji, nie jest to bowiem domena hipnozy. Mogą ją stosować choćby nauczyciele, czy politycy, np. odpowiadając na niezbyt mądre w ich mniemaniu pomysły swoich uczniów:

(Z wyraźnym zaintrygowaniem) Rzeczywiście, bardzo dobry pomysł, sprawdziłby się bezbłędnie w takim a takim przypadku. Ciekawe. A gdyby tak zrobić to i to (tutaj nauczyciel przedstawia swoją własną koncepcję, jakby wynikała z tej poprzedniej).

Chociaż w rzeczywistości pomysł został odrzucony, to jego autor poczuje się doceniony i z pewnością nie będzie zlekceważony. Sprawny orator może wykorzystać stymulację i prowadzenie w taki sposób, że autor nietrafnej koncepcji uzna, iż jest autorem pomysłu zaproponowanego przez owego oratora właśnie. Można to też osiągnąć udając, że spostrzeżenia ucznia mają głębszy poziom, niż to przedstawił, co daje pole do prowadzenia go do koncepcji nauczyciela.

Tak samo działa to podczas hipnozy i można nawet wykorzystać choćby przypadkowe hałasy rozpraszające podczas wprowadzania w „trans“, mówiąc np. “To wycie syren pozwala ci jeszcze bardziej zapaść w sen” lub “Kiedy ten przeraźliwy odgłos wybuchu wulkanu sprawia, że się rozluźniasz” itp.

Przejdźmy dalej. Rozważ proszę polecenie, wydane dziecku przez inteligentną mamę czy sprytnego tatę: “Naprawdę byłeś dziś grzeczny, możesz wybrać, czy chcesz iść spać o siódmej czy o ósmej”. Rodzic oczywiście chce, aby jego dziecko położyło się o ósmej, gdyby jednak wydał proste polecenie w stylu “dziś masz iść spać o ósmej”, mógłby spotkać się z oporem, gdyż dzieci to wbrew mniemaniu niektórych także ludzie, więc reagują podobnie jak dorośli na rozkazy. Gdy jednak sformułujemy zdanie w podany sposób, wykreślamy jakby granice, w których człowiek może wybierać. Dziecko oczywiście wybierze, że pójdzie spać o ósmej i będzie jeszcze zadowolone.

Ten element technik perswazji nazywa się założeniem, jego siła jest jednocześnie poważną wadą z punktu widzenia bezstronności choćby przesłuchań policyjnych. Przeprowadzone eksperymenty pokazują, że założenia wpływają na zeznania, np. badani studenci po obejrzeniu filmu pytani byli o to, “jak szybko poruszał się samochód mijający stodołę” lub podobnie. Nawet jeśli na filmie nie było stodoły, często odpowiedzi zawierały odniesienia do niej. W ten sposób można nawet wpajać komuś jakieś wspomnienia doświadczeń, których nigdy nie przeżył.

Kolejnym ważnym elementem ułatwiającym zahipnotyzowanie kogoś jest Twój głos. Doświadczenia pokazują, że na podatność na sugestie nie mają wpływu płeć, wygląd, wiek ani inne parametry hipnotyzera, ale znaczenie ma łagodny, rozluźniony i powolny ton głosu. Jeżeli Ty rozluźnisz się wprowadzając kogoś w „trans“ i będzie to słychać po Twoim głosie, osoba hipnotyzowana także się rozluźni.

Aby jeszcze bardziej zwiększyć wiarygodność stanu u osoby hipnotyzowanej, hipnotyzer może odnosić się w swoich sugestiach do wielu zmysłów. Osoba poddana hipnozie sama będzie wypełniać luki w swoich wyobrażeniach i należy jej na to pozwolić.

Przypisy[edytuj]

  1. Witkowski, T. "Zakazana psychologia." Pomiędzy szarlatanerią a nauką. Tom 1. (2009).
  2. Clancy, Susan A., et al. "Memory distortion in people reporting abduction by aliens." Journal of abnormal psychology 111.3 (2002): 455.
  3. Stevenson, Ian. Twenty cases suggestive of reincarnation. University of Virginia Press, 1980.
  4. Williamson, Ann. "History of hypnosis." The handbook of contemporary clinical hypnosis: Theory and practice (2012): 31-40.
  5. Hilgard, Ernest R., et al. "The distribution of susceptibility to hypnosis in a student population: A study using the Stanford Hypnotic Susceptibility Scale." Psychological Monographs: General and Applied 75.8 (1961): 1.
  6. Morgan, Arlene H., David L. Johnson, and Ernest R. Hilgard. "The stability of hypnotic susceptibility: A longitudinal study." International Journal of Clinical and Experimental Hypnosis 22.3 (1974): 249-257.
  7. London, Perry, Leslie M. Cooper, and Harold J. Johnson. "Subject characteristics in hypnosis research: Ii. attitudes towards hypnosis, volunteer status, and personality meaaures iii. some correlates of hypnotic susceptibility." International Journal of Clinical and Experimental Hypnosis 10.1 (1962): 13-21.
  8. Montgomery, Guy H., Katherine N. DuHamel, and William H. Redd. "A meta-analysis of hypnotically induced analgesia: how effective is hypnosis?" International Journal of Clinical and Experimental Hypnosis 48.2 (2000): 138-153.
  9. Barrows, Kevin A., and Bradly P. Jacobs. "Mind-body medicine: an introduction and review of the literature." Medical Clinics of North America 86.1 (2002): 11-31.
  10. Pinnell, Cornelia Mareé, and Nicholas A. Covino. "Empirical findings on the use of hypnosis in medicine: A critical review." International Journal of Clinical and Experimental Hypnosis 48.2 (2000): 170-194.
  11. Häuser, Winfried, et al. "The Efficacy, Safety and Applications of Medical Hypnosis: A Systematic Review of Meta-analyses." Deutsches Ärzteblatt International 113.17 (2016): 289.